Natalie? Moja wena pojechała na Wielkanoc opalać się na Hawajach -_-
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hurst. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hurst. Pokaż wszystkie posty
środa, 23 marca 2016
Od Hurst'a CD Natalie
Byłem trochę spanikowany. Nikt mi nie dał kursu jak postępować kiedy wadera jest bliska zwrócenia posiłku jednak po jej minie mogłem stwierdzić, że sprawa szybko nabiera tępa więc rozejrzałem się za czymś co mogło posłużyć jako rzygadełko wtf co to za słowo xd. Udało mi się ją wyprowadzić do wyjścia, gdzie pod drzwiami znalazłem zakurzone wiaderko. Nie bardzo wiedząc co robić po prostu podałem je waderze.
Natalie? Moja wena pojechała na Wielkanoc opalać się na Hawajach -_-
Natalie? Moja wena pojechała na Wielkanoc opalać się na Hawajach -_-
Od Hurst'a CD Mikasy
Festiwal sprawił, że w mojej jaskini panował większy armagedon niż zazwyczaj. Wszędzie walały się kartki z planami, zapiskami i innymi informacjami dotyczące uroczystego obchodzenia pierwszego dnia wiosny. Właśnie przekopywałem się przez sterty nut w poszukiwaniu kartki z rozpiską z osobami, które pozgłaszały się do organizowania, tańczenia itd.
- Hrust! - usłyszałem wesoły głos wadery i nie potrzeba mi było wychylać się znad papierów, by wiedzieć, że w mojej jaskini zawitała Margo. - Mamy do ciebie sprawę.
Uniosłem wzrok.
- Tak? - starałem się wymusić na pysku miły uśmiech jednak wyszło to tak, że mówił raczej spierdalaj niż witaj, ale dobre chęci zawsze się liczą.
Margo pacnęła łapą w bok Mikasę, która stała w jej cieniu.
- Mogłabym zająć stanowisko DJ-ki na festiwalu? - spytała z nadzieją w głosie. Wzruszyłem ramionami.
- Jasne - odparłem krótko i zapisałem to na rozpisce, do której właśnie się dokopałem. - Coś jeszcze?
Mikasa? Margo?
- Hrust! - usłyszałem wesoły głos wadery i nie potrzeba mi było wychylać się znad papierów, by wiedzieć, że w mojej jaskini zawitała Margo. - Mamy do ciebie sprawę.
Uniosłem wzrok.
- Tak? - starałem się wymusić na pysku miły uśmiech jednak wyszło to tak, że mówił raczej spierdalaj niż witaj, ale dobre chęci zawsze się liczą.
Margo pacnęła łapą w bok Mikasę, która stała w jej cieniu.
- Mogłabym zająć stanowisko DJ-ki na festiwalu? - spytała z nadzieją w głosie. Wzruszyłem ramionami.
- Jasne - odparłem krótko i zapisałem to na rozpisce, do której właśnie się dokopałem. - Coś jeszcze?
Mikasa? Margo?
Od Hurst'a CD Ceatel
- Hurst. - przedstawiłem się starając się przekrzyczeć wiatr. - Może wybierzesz sobie stanowisko!? W czym jesteś dobra?! - mimo tego, że darłem mordę sam ledwo słyszałem swoje słowa. Wadera patrzyła na mnie prawie nie mrugając i przez chwilę nie wiedziałem czy mnie nie usłyszała czy ma laga mózgu jednak sprawa się wyjaśniła kiedy Ceatel osunęła się na ziemię, a ja dostrzegłem, że z boku cieknie jej krew. Chcąc, nie chcąc nie mogłem jej tak zostawić więc wziąłem ją na plecy i zaniosłem ją do lecznicy, gdzie pałeczkę przejęła Aveline. Na początku siedziałem przy nowej waderze jednak krótko mówiąc medyczka kazała mi się usunąć, bo tylko tam przeszkadzałem w pracy. Zgodziłem się z nią jednak poprosiłem by po prostu poinformowała mnie jak wadera się obudzi i wybyłem z lecznicy.
Ceatel?
Ceatel?
Od Hurst'a CD Natalie
Przeczytałem uważnie pożółkłą etykietkę, na której dużymi literami napisano: Eliksir Odmiany.
Jeśli wierzyć temu co było napisane neutralizował wszystkie wcześniejsze zaklęcia i eliksiry i nie miał skutków ubocznych. Zerknąłem na waderę i zmarszczyłem brwi.
- No wygląda na to, że to to. - zakomunikowałem podając jej buteleczkę. Na pysku wadery pojawił się zadowolony uśmiech. Odkorkowała fiolkę i przytkała ją do pyska jednak zanim przechyliła butelkę zawahała się.
- Nie wyrosną mi królicze uszy, ani trzecie oko nie? Bo jeśli tak to ja wybieram fioletowe życie. - powiedziała taksując mnie badawczo wzrokiem.
- Nie sądzę. - odparłem jednak w moim głosie dało się słyszeć niepewność. Natalie przez chwile zezowała na buteleczkę i po namyśle najwyraźniej zdecydowała się zaryzykować bo wypiła zawartość fiolki.
Natalie? Będzie truło czy nie? xd
Jeśli wierzyć temu co było napisane neutralizował wszystkie wcześniejsze zaklęcia i eliksiry i nie miał skutków ubocznych. Zerknąłem na waderę i zmarszczyłem brwi.
- No wygląda na to, że to to. - zakomunikowałem podając jej buteleczkę. Na pysku wadery pojawił się zadowolony uśmiech. Odkorkowała fiolkę i przytkała ją do pyska jednak zanim przechyliła butelkę zawahała się.
- Nie wyrosną mi królicze uszy, ani trzecie oko nie? Bo jeśli tak to ja wybieram fioletowe życie. - powiedziała taksując mnie badawczo wzrokiem.
- Nie sądzę. - odparłem jednak w moim głosie dało się słyszeć niepewność. Natalie przez chwile zezowała na buteleczkę i po namyśle najwyraźniej zdecydowała się zaryzykować bo wypiła zawartość fiolki.
Natalie? Będzie truło czy nie? xd
Od Hurst'a CD Aoi'a
Uniosłem brwi.
- Okey jak chcesz. - powiedziałem beznamiętnie i zostawiłem go samemu sobie w kałuży błota. Wyczułem na plecach wbite we mnie spojrzenie basiora. Nie zdążyłem ujść kilku kroków kiedy poczułem, że coś mi się skręca w środku. Przewróciłem oczami sam zły na siebie i spojrzałem na obrażonego Aoi'a, który nadal leżał przed jaskinią ze wzrokiem uparcie wbitym w ziemię. Westchnąłem zrezygnowany i wróciłem do niego. Stanąłem przed basiorem przestępując z nogi na nogę, bo przepraszanie innych było dla mnie nieznanym lądem. Aoi wlepił we mnie spojrzenie złoto-pomarańczowych oczu, które przeszywały mnie na wylot.
- Dobra przepraszam. - wypaliłem w końcu.
Aoi? Doceń dobre chęci XD
- Okey jak chcesz. - powiedziałem beznamiętnie i zostawiłem go samemu sobie w kałuży błota. Wyczułem na plecach wbite we mnie spojrzenie basiora. Nie zdążyłem ujść kilku kroków kiedy poczułem, że coś mi się skręca w środku. Przewróciłem oczami sam zły na siebie i spojrzałem na obrażonego Aoi'a, który nadal leżał przed jaskinią ze wzrokiem uparcie wbitym w ziemię. Westchnąłem zrezygnowany i wróciłem do niego. Stanąłem przed basiorem przestępując z nogi na nogę, bo przepraszanie innych było dla mnie nieznanym lądem. Aoi wlepił we mnie spojrzenie złoto-pomarańczowych oczu, które przeszywały mnie na wylot.
- Dobra przepraszam. - wypaliłem w końcu.
Aoi? Doceń dobre chęci XD
sobota, 19 marca 2016
Od Hurst'a CD Vedani
Super. Wręcz cudownie. - pomyślałem z przekąsem. W końcu naaaprawdę marzyłem o towarzystwie nadpobudliwej, gadatliwej, wesołej wadery. Vedani była całkowitym przeciwieństwem mnie. Westchnąłem.
- No to może zaczniemy od Zamku biorąc pod uwagę, że za dwa dni odbędzie się tam festiwal. - powiedziałem bez entuzjazmu, ale Vedani podskoczyła podekscytowana.
- Jaki festiwal? - spytała zaciekawiona.
- Wiosenny. - uciąłem krótko.
Dość szybko przemierzyliśmy Słoneczny Las i naszym oczom ukazało się zamczysko.
Vedani? Chyba będzie lepiej jak ty to jakoś rozwiniesz, bo ja próbowałam i nic dobrego z tego nie wyszło -_-
- No to może zaczniemy od Zamku biorąc pod uwagę, że za dwa dni odbędzie się tam festiwal. - powiedziałem bez entuzjazmu, ale Vedani podskoczyła podekscytowana.
- Jaki festiwal? - spytała zaciekawiona.
- Wiosenny. - uciąłem krótko.
Dość szybko przemierzyliśmy Słoneczny Las i naszym oczom ukazało się zamczysko.
Vedani? Chyba będzie lepiej jak ty to jakoś rozwiniesz, bo ja próbowałam i nic dobrego z tego nie wyszło -_-
niedziela, 13 marca 2016
Od Hurst'a CD Vedani
- Nie przeszkadza mi jak gadasz. Byle byś nie kazała mi za dużo mówić. - powiedziałem i podszedłem do niej by pomóc jej zebrać te wszystkie książki.
- Ta książka...- zaczęła wskazując łapą na tą, którą przed chwilą przeglądała - w jakim jest języku? - spytała przekrzywiając lekko głowę. Zerknąłem na poczerniałą okładkę i rozpoznałem w niej jedną z książek, które ostatnio wydłubałem ze Składu chcąc znaleźć jakieś zaklęcie ochraniające watahę przed radioaktywnymi opadami.
- To runy magiczne jakoś sprzed...2000 lat? Albo jeszcze starsze. - odparłem.
Vedani? Nie mam weny :c
- Ta książka...- zaczęła wskazując łapą na tą, którą przed chwilą przeglądała - w jakim jest języku? - spytała przekrzywiając lekko głowę. Zerknąłem na poczerniałą okładkę i rozpoznałem w niej jedną z książek, które ostatnio wydłubałem ze Składu chcąc znaleźć jakieś zaklęcie ochraniające watahę przed radioaktywnymi opadami.
- To runy magiczne jakoś sprzed...2000 lat? Albo jeszcze starsze. - odparłem.
Vedani? Nie mam weny :c
Od Hurst'a CD Aoi'a
Już miałem zacząć kolację, jednak zerknąłem w bok na Aoi'a, który łaził w pewnej odległości ode mnie nie ważąc się podejść do zwierzyny. Wydawało mi się, że na coś czeka.
- Nie jesz? - spytałem trochę zdziwiony. Basior trochę niepewnie podszedł do jelenia i zatopił w nim zęby. Kiedy skończyliśmy posiłek słońce zaczynało powoli chować się za horyzontem. Zmarszczyłem brwi i bez słowa ruszyłem w stronę jaskiń.
- Gdzie tak pędzisz? - Aoi doskoczył do mnie z uśmiechem na pysku.
- Wybierzemy ci jakąś jaskinię. - powiedziałem tak ozięble, że sam nie poznałem własnego głosu. Basior spojrzał na mnie z ukosa ze zdezorientowaniem wymalowanym na pysku. Wbiłem wzrok w ścieżkę przed nami. Po krótkiej chwili dotarliśmy Do Mglistych Skał pomiędzy, którymi można było wypatrzeć różnorodne jaskinie.
- Którą chcesz? - spytałem.
Aoi? Hurt tak łatwo się nie da XD
- Nie jesz? - spytałem trochę zdziwiony. Basior trochę niepewnie podszedł do jelenia i zatopił w nim zęby. Kiedy skończyliśmy posiłek słońce zaczynało powoli chować się za horyzontem. Zmarszczyłem brwi i bez słowa ruszyłem w stronę jaskiń.
- Gdzie tak pędzisz? - Aoi doskoczył do mnie z uśmiechem na pysku.
- Wybierzemy ci jakąś jaskinię. - powiedziałem tak ozięble, że sam nie poznałem własnego głosu. Basior spojrzał na mnie z ukosa ze zdezorientowaniem wymalowanym na pysku. Wbiłem wzrok w ścieżkę przed nami. Po krótkiej chwili dotarliśmy Do Mglistych Skał pomiędzy, którymi można było wypatrzeć różnorodne jaskinie.
- Którą chcesz? - spytałem.
Aoi? Hurt tak łatwo się nie da XD
środa, 9 marca 2016
Od Hurst'a CD Aoi'a
Mimowolnie parsknąłeś śmiechem na ten widok. Basior przystanął po chwili z zawiedzioną miną na pysku.
- Podwieczorek mi ciekł. - powiedział zrezygnowany brnąc przez śnieg w moją stronę.
- Jesteś głodny? - spytałem zerknąwszy na niego. - I tak w drodze do jaskiń będziemy przechodzić przez nasze tereny łowieckie, więc jak chcesz możemy zrobić sobie przystanek.
Aoi kiwnął głową z zadowoleniem na myśl o nadchodzącym posiłku więc nie czekając dłużej ruszyliśmy w stronę Słonecznego Lasu.
Aoi? Brak weny boli -_-
- Podwieczorek mi ciekł. - powiedział zrezygnowany brnąc przez śnieg w moją stronę.
- Jesteś głodny? - spytałem zerknąwszy na niego. - I tak w drodze do jaskiń będziemy przechodzić przez nasze tereny łowieckie, więc jak chcesz możemy zrobić sobie przystanek.
Aoi kiwnął głową z zadowoleniem na myśl o nadchodzącym posiłku więc nie czekając dłużej ruszyliśmy w stronę Słonecznego Lasu.
Aoi? Brak weny boli -_-
Od Hurst'a CD Vedani
Przez chwilę lustrowałem ją wzrokiem po czym podałem jej łapę i wymusiłem na pysku delikatny uśmiech, chociaż nie byłem pewny na ile mi się to udało.
- Jestem Hurst - przedstawiłem się i zerknąłem na zewnątrz gdzie wciąż hulała śnieżyca. - Wygląda na to, że dzisiejszą noc spędzisz tutaj i dopiero jutro znajdziemy ci jakąś jaskinię. - rzuciłem w jej stronę. Wadera zaczęła badać moją jaskinię nie przestając przy tym gadać, co mi wcale nie przeszkadzało, bo przynajmniej nie kazała mi się odzywać.
- A tak w ogóle to co ty robiłeś na zewnątrz w środku burzy śnieżnej? - spytała po pewnym czasie odkładając na ziemię jedną z ksiąg, które po kolei podnosiła.
- Czekałem na ciebie. - mruknąłem niezadowolony, że zaczęła mnie męczyć pytaniami.
- Wiedziałeś, że przyjdę? - spytała zdziwiona i, jak znam życie, zaczęła zadręczać się myślami, czy nie jestem jakimś psychicznym medium.
- Przeczucie. - uciąłem modląc się by wadera, wróciła do swojej gadaniny o niczym sprzed kilku minut.
Vedani?
piątek, 4 marca 2016
Od Hurst'a CD Natalie
Fiolka, którą trzymałem w łapie była zakurzona i dosyć stara. Przez chwilę zastanawiałem się czy taki eliksir może się przeterminować, jednak nie podzieliłem się moimi spostrzeżeniami z waderą. Dokładnie wytarłem łapą etykietkę bo była już bardzo poprzecierana i z niemałym trudem rozszyfrowałem napis:
NAPÓJ NEUTRALIZUJĄCY DZIAŁANIA ELIKSIRÓW
możliwe skutki uboczne - krótkotrwałe stracenie głosu lub trwała ślepota.
Zmarszczyłem brwi odkładając fiolkę na najbliższą półkę. Przeszukałem następne regały jednak nie znalazłem niczego co pomogło by przywrócić waderze normalny kolor tak by nie ucierpiała przy tym na zdrowiu lub psychice.
- Wygląda na to, że będziemy musieli poszukać w innej komnacie. - zakomunikowałem Natalie kierując się w stronę drzwi.
Natalie?
NAPÓJ NEUTRALIZUJĄCY DZIAŁANIA ELIKSIRÓW
możliwe skutki uboczne - krótkotrwałe stracenie głosu lub trwała ślepota.
Zmarszczyłem brwi odkładając fiolkę na najbliższą półkę. Przeszukałem następne regały jednak nie znalazłem niczego co pomogło by przywrócić waderze normalny kolor tak by nie ucierpiała przy tym na zdrowiu lub psychice.
- Wygląda na to, że będziemy musieli poszukać w innej komnacie. - zakomunikowałem Natalie kierując się w stronę drzwi.
Natalie?
piątek, 26 lutego 2016
Od Hurst'a CD Natalie
Pacnąłem się łapą w czoło.
- Co ty robisz?! - powiedziałem prawie sylabując to zdanie. Chwyciłem ją za łapę i zacząłem wycierać ziołową papkę, którą sobie nałożyła. Niestety było już za późno. Rana w prawdzie zniknęła jednak sama wadera stała się od stup do głów fioletowa. Z trudem powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem.
- O co ci chodzi? - spytała zdziwiona wadera.
- Matka cię nie uczyła, żeby nie dotyka się ziół jeśli nie zna się ich działania? - spytałem rozglądając się za czymś co przywróci waderze pierwotny kolor. - To, że wziąłem tą fiolkę, nie znaczy, że to była właściwa fiolka.
- Dalej nie rozumiem o co ci chodzi. Przecież oparzenie zniknęło. - patrzyła na mnie jak na wariata.
- Może i zniknęło, ale jesteś fioletowa kotku. - mruknąłem oglądając zakurzony napis na jakiejś fiolce.
- Co? - spytała zdezorientowana i podbiegła do starego lustra, które stało przed wejściem do komnaty. Po chwili usłyszałem krzyk '' coś ty mi dał ?! '' i fioletowa Natalie pojawiła się tuż obok mnie.
- To nie moja wina, podniosłem tamten słoik bo nie widziałem napisu na nim. To ty mi go wyszarpnęłaś. - powiedziałem na swoją obronę.
Natalie?
- Co ty robisz?! - powiedziałem prawie sylabując to zdanie. Chwyciłem ją za łapę i zacząłem wycierać ziołową papkę, którą sobie nałożyła. Niestety było już za późno. Rana w prawdzie zniknęła jednak sama wadera stała się od stup do głów fioletowa. Z trudem powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem.
- O co ci chodzi? - spytała zdziwiona wadera.
- Matka cię nie uczyła, żeby nie dotyka się ziół jeśli nie zna się ich działania? - spytałem rozglądając się za czymś co przywróci waderze pierwotny kolor. - To, że wziąłem tą fiolkę, nie znaczy, że to była właściwa fiolka.
- Dalej nie rozumiem o co ci chodzi. Przecież oparzenie zniknęło. - patrzyła na mnie jak na wariata.
- Może i zniknęło, ale jesteś fioletowa kotku. - mruknąłem oglądając zakurzony napis na jakiejś fiolce.
- Co? - spytała zdezorientowana i podbiegła do starego lustra, które stało przed wejściem do komnaty. Po chwili usłyszałem krzyk '' coś ty mi dał ?! '' i fioletowa Natalie pojawiła się tuż obok mnie.
- To nie moja wina, podniosłem tamten słoik bo nie widziałem napisu na nim. To ty mi go wyszarpnęłaś. - powiedziałem na swoją obronę.
Natalie?
Od Hurst'a CD Aoi'a
Spojrzałem na niego trochę zbity z tropu.
- Jak to po co? Chciałeś dołączyć do watahy. - powiedziałem unosząc brwi. - A ja mam w zwyczaju oprowadzać nowych członków po terenach. - wyjaśniłem - Chociaż nie należy to do moich ulubionych zajęć. - to powiedziałem bardziej do siebie niż do niego.
Basior doskoczył do mnie jednym susem z bananem na pysku.
- To gdzie najpierw? - spytał z zapałem. Zerknąłem na niego kątem oka.
On zawsze się tak cieszy? - spytałem w myślach sam siebie, jednak doszedłem do wniosku, że z czasem pewnie sam się przekonam.
- Jak się nazywasz? - spytałem po chwili zdawszy sobie sprawę z tego, że nie znam jego imienia. -- Aoi - przedstawił się. - A ty?
- Hurst. - odpowiedziałem. Wybrałem drogę, która prowadziła do Skalnego kanionu. Przez pewien czas basior coś gadał jednak po moich kilku wymijających odpowiedziach pewnie doszedł do wniosku, że za rozmowny to ja nie jestem i całą resztę drogi szliśmy w milczeniu. Wdrapaliśmy się na szczyt, z którego rozciągał się najlepszy widok na tereny watahy. Rozłożyłem łapy w geście podobnym do tego jak wykonuje sprzedawca prezentujący produkt i czekałem na reakcje Aoi'a.
Aoi?
- Jak to po co? Chciałeś dołączyć do watahy. - powiedziałem unosząc brwi. - A ja mam w zwyczaju oprowadzać nowych członków po terenach. - wyjaśniłem - Chociaż nie należy to do moich ulubionych zajęć. - to powiedziałem bardziej do siebie niż do niego.
Basior doskoczył do mnie jednym susem z bananem na pysku.
- To gdzie najpierw? - spytał z zapałem. Zerknąłem na niego kątem oka.
On zawsze się tak cieszy? - spytałem w myślach sam siebie, jednak doszedłem do wniosku, że z czasem pewnie sam się przekonam.
- Jak się nazywasz? - spytałem po chwili zdawszy sobie sprawę z tego, że nie znam jego imienia. -- Aoi - przedstawił się. - A ty?
- Hurst. - odpowiedziałem. Wybrałem drogę, która prowadziła do Skalnego kanionu. Przez pewien czas basior coś gadał jednak po moich kilku wymijających odpowiedziach pewnie doszedł do wniosku, że za rozmowny to ja nie jestem i całą resztę drogi szliśmy w milczeniu. Wdrapaliśmy się na szczyt, z którego rozciągał się najlepszy widok na tereny watahy. Rozłożyłem łapy w geście podobnym do tego jak wykonuje sprzedawca prezentujący produkt i czekałem na reakcje Aoi'a.
Aoi?
wtorek, 23 lutego 2016
Od Hurst'a CD Lorien
Patrzyłem na nią trochę zdezorientowany bo po powiedzeniu tego jakby od razu zasnęła.
- Emm...Lorien? - spytałem jednak nie dostałem żadnej odpowiedzi. Trochę zmieszany wycofałem się z jej jaskini. Kiedy skończyłem obchód zaczynało świtać więc czym prędzej się położyłem.
Jak zwykle śniło mi się to samo co każdej nocy od 3 lat. Dzień wypadku. Stałem na polanie i patrzyłem jak ciała innych wilków rozpuszczają się na moich oczach. A najgorsze w tym śnie jest to, że cieszy mnie ten widok. Potem wszyscy zaczynają spazmatycznie wrzeszczeć, a ja się śmieję i wtedy się budzę. Przebiegłem rozbieganym wzrokiem po jaskini, która kiedyś należała do mojej matki. Gdyby nie stosy papierów i ksiąg można by powiedzieć, że nic się tutaj nie zmieniło. Wyszedłem na zewnątrz i jak widmo skierowałem się w stronę pobliskiego strumienia, który codziennie rano przywracał mnie do rzeczywistości. Nagle na coś, a raczej na kogoś wpadłem. Ten ktoś zatoczył się i wylądował po uszy w zaspie.
- Przepraszam - powiedziałem z roztargnieniem i pomogłem temu ''ktosiu '' wygrzebać się z zaspy. Już po chwili przede mną stanęła Lorien cała obklejona śniegiem.
Lorien? brak weny
- Emm...Lorien? - spytałem jednak nie dostałem żadnej odpowiedzi. Trochę zmieszany wycofałem się z jej jaskini. Kiedy skończyłem obchód zaczynało świtać więc czym prędzej się położyłem.
Jak zwykle śniło mi się to samo co każdej nocy od 3 lat. Dzień wypadku. Stałem na polanie i patrzyłem jak ciała innych wilków rozpuszczają się na moich oczach. A najgorsze w tym śnie jest to, że cieszy mnie ten widok. Potem wszyscy zaczynają spazmatycznie wrzeszczeć, a ja się śmieję i wtedy się budzę. Przebiegłem rozbieganym wzrokiem po jaskini, która kiedyś należała do mojej matki. Gdyby nie stosy papierów i ksiąg można by powiedzieć, że nic się tutaj nie zmieniło. Wyszedłem na zewnątrz i jak widmo skierowałem się w stronę pobliskiego strumienia, który codziennie rano przywracał mnie do rzeczywistości. Nagle na coś, a raczej na kogoś wpadłem. Ten ktoś zatoczył się i wylądował po uszy w zaspie.
- Przepraszam - powiedziałem z roztargnieniem i pomogłem temu ''ktosiu '' wygrzebać się z zaspy. Już po chwili przede mną stanęła Lorien cała obklejona śniegiem.
Lorien? brak weny
Od Hurst'a CD Hoshi
Muszę załatwić sobie jakiegoś oprowadzacza - pomyślałem ruszając na kolejną w tym dniu wycieczkę oprowadzającą. Wadera szła za mną w pewnej odległości, której nie przekraczała jakby obawiała się naruszenia mojej przestrzeni osobistej. Szliśmy w milczeniu co najwyraźniej po pewnym czasie zaczęło przeszkadzać mojej towarzyszce.
- Więc...ile jest wilków w tej watasze? Bo jak chodziliśmy z bratem na nikogo nie natrafiliśmy, teraz z resztą też nie. - zagaiła trochę mnie doganiając.
- Siedem czy osiem. Kiedyś było więcej. - odpowiedziałem krótko.
- Kiedyś? Czyli kiedy dokładniej? - najwyraźniej nie zraziłem jej jeszcze bo kontynuowała.
- 3 lata temu - odparłem zwięźle.
- Czemu już tak nie jest? Stało się coś? - spytała z zainteresowaniem jednak zbyłem ją milczeniem.
Na całe szczęście dotarliśmy do pierwszego przystanku czyli do Słonecznego Lasu.
- To są nasze tereny łowieckie. Jesteś może głodna? - zapytałem głównie po to by wyrzucić waderze z głowy poprzedni temat rozmowy.
Hoshi?
- Więc...ile jest wilków w tej watasze? Bo jak chodziliśmy z bratem na nikogo nie natrafiliśmy, teraz z resztą też nie. - zagaiła trochę mnie doganiając.
- Siedem czy osiem. Kiedyś było więcej. - odpowiedziałem krótko.
- Kiedyś? Czyli kiedy dokładniej? - najwyraźniej nie zraziłem jej jeszcze bo kontynuowała.
- 3 lata temu - odparłem zwięźle.
- Czemu już tak nie jest? Stało się coś? - spytała z zainteresowaniem jednak zbyłem ją milczeniem.
Na całe szczęście dotarliśmy do pierwszego przystanku czyli do Słonecznego Lasu.
- To są nasze tereny łowieckie. Jesteś może głodna? - zapytałem głównie po to by wyrzucić waderze z głowy poprzedni temat rozmowy.
Hoshi?
Od Hurst'a CD Hoshi
Przyjrzałem się im badawczo. Wadera była najwidoczniej w bardzo przyjacielskim nastawieniu, ale jej brat patrzył na mnie trochę tak jakbym był jakimś robactwem.
Pomimo tego, że nie miałem najmniejszej ochoty zawierać żadnych znajomości musiałem wypełnić moje obowiązki.
- Jestem Hurst. - przedstawiłem się.
- Gdzie my tak w ogóle jesteśmy? Bo przed chwilą wyszedłem z tego lasu i natknąłem się na gigantyczny szkielet. - powiedział basior taksując mnie wzrokiem.
- Jesteście na terenach Watahy z dalekiej północy. - wyjaśniłem. Rodzeństwo wyglądało na dość zainteresowane tym co powiedziałem więc mimo woli kontynuowałem:
- Może chcielibyście dołączyć?
Hoshi? Albo twój braciszek?
Pomimo tego, że nie miałem najmniejszej ochoty zawierać żadnych znajomości musiałem wypełnić moje obowiązki.
- Jestem Hurst. - przedstawiłem się.
- Gdzie my tak w ogóle jesteśmy? Bo przed chwilą wyszedłem z tego lasu i natknąłem się na gigantyczny szkielet. - powiedział basior taksując mnie wzrokiem.
- Jesteście na terenach Watahy z dalekiej północy. - wyjaśniłem. Rodzeństwo wyglądało na dość zainteresowane tym co powiedziałem więc mimo woli kontynuowałem:
- Może chcielibyście dołączyć?
Hoshi? Albo twój braciszek?
poniedziałek, 22 lutego 2016
Od Hurst'a CD Natalie
Przybrałem wymuszony wyraz twarzy oficjalnie zadowolonego alfy.
- Cudownie - powiedziałem jak zwykle nie wyrażając przy tym zbyt wielu emocji. Posłałem jej krótki uśmiech i wznowiłem swój marsz.
- Wiesz, że zwykle dobry, szanujący się alfa ma w zwyczaju oprowadzać nowych członków po terenach watahy? - spytała zrównując się ze mną. Zerknąłem na nią kątem oka. Starała się zachować dość obojętny wyraz twarzy jednak była dość ożywiona.
- No to gdzie idziemy najpierw? - spytała. Chcąc nie chcą musiałem ją oprowadzić, bo nikt inny jeszcze nie zna zbyt dobrze tych terenów. Zaczęliśmy naszą wycieczkę od Błękitnych Ruin. Kiedy zbliżaliśmy się do ostatniego przystanku, którym był Skład słońce zaczęło chybotać się nad horyzontem. Szliśmy w milczeniu z czego byłem bardzo zadowolony. Wadera co jakiś czas coś mówiła jednak ja ograniczałem swoje wypowiedzi do trzech słów - tak, nie, nie wiem. Nagle poczułem coś jakby swąd palącego się kleju. Spojrzałem na niebo i ujrzałem tam kłębowisko ciemno-szarych gęstych jak zupa chmur. Spojrzałem na Natalie jednak ta wyglądała jakby nie zdawała sobie sprawy z tego co nadchodzi, co w sumie było całkiem normalne.
- Biegiem. - zakomenderowałem.
- Co? - spytała zdziwiona jednak ja nie traciłem czasu na wyjaśnienia tylko pociągnąłem ją za sobą. Dotarliśmy do ogromnych wrót do Składu dokładnie w momencie, w którym zaczęło kropić. Naparłem całą siłą na metalowe drzwi, a te zaczęły powoli się otwierać.
- To tylko deszcz. Rozumiem, że może nie chcesz pomoczyć sobie futerka, ale...- zaczęła Natalie, jednak nie zdążyła dokończyć zdania kiedy na jej łapę trafiła kropla toksycznego deszczu pokrywając ją dużymi bąblami. Wadera syknęła z bólu i zaczęła potrząsać łapą. Udało mi się uchylić drzwi i oboje wślizgnęliśmy się do środka zanim rozpadało się na dobre. Natalie siedziała niedaleko wrót próbując pozbyć się opuchlizny na łapie. Uniosłem głowę. Przed nami rozciągał się cały szereg komnat Składu.
- Chodź znajdziemy ci coś na oparzenia - powiedziałem i ruszyłem w stronę pierwszych drzwi.
Natalie?
- Cudownie - powiedziałem jak zwykle nie wyrażając przy tym zbyt wielu emocji. Posłałem jej krótki uśmiech i wznowiłem swój marsz.
- Wiesz, że zwykle dobry, szanujący się alfa ma w zwyczaju oprowadzać nowych członków po terenach watahy? - spytała zrównując się ze mną. Zerknąłem na nią kątem oka. Starała się zachować dość obojętny wyraz twarzy jednak była dość ożywiona.
- No to gdzie idziemy najpierw? - spytała. Chcąc nie chcą musiałem ją oprowadzić, bo nikt inny jeszcze nie zna zbyt dobrze tych terenów. Zaczęliśmy naszą wycieczkę od Błękitnych Ruin. Kiedy zbliżaliśmy się do ostatniego przystanku, którym był Skład słońce zaczęło chybotać się nad horyzontem. Szliśmy w milczeniu z czego byłem bardzo zadowolony. Wadera co jakiś czas coś mówiła jednak ja ograniczałem swoje wypowiedzi do trzech słów - tak, nie, nie wiem. Nagle poczułem coś jakby swąd palącego się kleju. Spojrzałem na niebo i ujrzałem tam kłębowisko ciemno-szarych gęstych jak zupa chmur. Spojrzałem na Natalie jednak ta wyglądała jakby nie zdawała sobie sprawy z tego co nadchodzi, co w sumie było całkiem normalne.
- Biegiem. - zakomenderowałem.
- Co? - spytała zdziwiona jednak ja nie traciłem czasu na wyjaśnienia tylko pociągnąłem ją za sobą. Dotarliśmy do ogromnych wrót do Składu dokładnie w momencie, w którym zaczęło kropić. Naparłem całą siłą na metalowe drzwi, a te zaczęły powoli się otwierać.
- To tylko deszcz. Rozumiem, że może nie chcesz pomoczyć sobie futerka, ale...- zaczęła Natalie, jednak nie zdążyła dokończyć zdania kiedy na jej łapę trafiła kropla toksycznego deszczu pokrywając ją dużymi bąblami. Wadera syknęła z bólu i zaczęła potrząsać łapą. Udało mi się uchylić drzwi i oboje wślizgnęliśmy się do środka zanim rozpadało się na dobre. Natalie siedziała niedaleko wrót próbując pozbyć się opuchlizny na łapie. Uniosłem głowę. Przed nami rozciągał się cały szereg komnat Składu.
- Chodź znajdziemy ci coś na oparzenia - powiedziałem i ruszyłem w stronę pierwszych drzwi.
Natalie?
Od Hurst'a CD Lorien
Po oprowadzeniu Lorien wróciłem do jaskini i rzuciłem na ziemię księgę ( tak, taszczyłem ją przez cały czas ). Księżyc rzucał srebrne światło na podwyższenie pośrodku mojej jaskini, na którym zwykłem kłaść różne książki. Położyłem na nim mój ''nowy nabytek'' i zacząłem przeglądać różne zaklęcia jednak żadne z nich nie pasowało do moich potrzeb. Zrezygnowany zatrzasnąłem książkę i ruszyłem na ostatni obchód po watasze. Szedłem wzdłuż trasy, na której znajdowały się jaskinie członków watahy. Z kilku jaskiń wydobywało się światło. Uśmiechnąłem się pod nosem widząc, że wataha powoli powraca do życia. Już miałem zejść ze ścieżki kiedy usłyszałem czyjś cichy głos:
- Hurst?
Odwróciłem się. W jaskini za mną, w mroku leżała Lorien.
- Tak? - spytałem podchodząc do wejścia jaskini. Wadera wyglądała jakby trochę się zmieszała.
- W porządku? - spytałem by przerwać ciszę, która najwyraźniej była dla niej trochę kłopotliwa.
- Emm...tak, tylko wiesz. Nowe miejsce, spać nie mogę - odparła. Przestąpiłem z nogi na nogę jak szczeniak odpowiadający przed nauczycielem, bo nie wiedziałem za bardzo jak mam się zachować.
- Mam z tobą zostać? - spytałem opanowanym głosem.
Lorien?
- Hurst?
Odwróciłem się. W jaskini za mną, w mroku leżała Lorien.
- Tak? - spytałem podchodząc do wejścia jaskini. Wadera wyglądała jakby trochę się zmieszała.
- W porządku? - spytałem by przerwać ciszę, która najwyraźniej była dla niej trochę kłopotliwa.
- Emm...tak, tylko wiesz. Nowe miejsce, spać nie mogę - odparła. Przestąpiłem z nogi na nogę jak szczeniak odpowiadający przed nauczycielem, bo nie wiedziałem za bardzo jak mam się zachować.
- Mam z tobą zostać? - spytałem opanowanym głosem.
Lorien?
niedziela, 21 lutego 2016
Od Hurst'a - CD Natalie
Darowałem sobie rozmyślanie nad tym czy to była obelga czy nie. Westchnąłem.
- Co cię tu sprowadza? - spytałem obojętnie przyglądając się jej od stóp do głów.
- A musi mnie coś sprowadzać? Pospacerować nie można? - odparła unosząc ironicznie brwi.
Super, czyli łatwo nie będzie. - pomyślałem.
- Okey, posłuchaj - zacząłem cierpliwie - jestem Alfą, na terenach swojej watahy więc chyba rozumiesz, że nie chce mi się marnować życia na cackanie się z jakimiś turystami. Jeśli chcesz sobie pozwiedzać to musisz dołączyć. - wyjaśniłem i na wszelki wypadek zablokowałem jej moce, bo jakoś nie wzbudziła we mnie szczerego zaufania.
Wadera uniosła do góry jedną brew i lekko przekrzywiła głowę. Ponieważ nie raczyła udzielić mi jakiejś konkretnej odpowiedzito wieczne niezdecydowanie płci pięknej mnie po prostu dobija odwróciłam się i ruszyłem w swoją stronę. Nie uszedłem jednak kilku kroków kiedy usłyszałem za sobą tupot łap na śniegu.
Natalie? moja wena jest na urlopie macierzyńskim -_-
- Co cię tu sprowadza? - spytałem obojętnie przyglądając się jej od stóp do głów.
- A musi mnie coś sprowadzać? Pospacerować nie można? - odparła unosząc ironicznie brwi.
Super, czyli łatwo nie będzie. - pomyślałem.
- Okey, posłuchaj - zacząłem cierpliwie - jestem Alfą, na terenach swojej watahy więc chyba rozumiesz, że nie chce mi się marnować życia na cackanie się z jakimiś turystami. Jeśli chcesz sobie pozwiedzać to musisz dołączyć. - wyjaśniłem i na wszelki wypadek zablokowałem jej moce, bo jakoś nie wzbudziła we mnie szczerego zaufania.
Wadera uniosła do góry jedną brew i lekko przekrzywiła głowę. Ponieważ nie raczyła udzielić mi jakiejś konkretnej odpowiedzi
Natalie? moja wena jest na urlopie macierzyńskim -_-
Od Hurst'a - CD Lorien
Zostawienie tej nowej na własną rękę pośrodku radioaktywnych terenów w środku zimy może nie było najwłaściwszym posunięciem, jednak miałem pewną sprawę, którą musiałem się zająć zanim zacznę bawić się w niańkę. Ruszyłem w stronę Składu gdzie, zanim natknąłem się na nową waderę, znalazłem książkę z zaklęciami ochronnymi, dzięki którym być może uda się otoczyć tereny watahy barierą toksycznoodporną. W składzie jak zwykle panował mrok jednak mój wzrok był w stanie wszystko dostrzec. Z łatwością odnalazłem kryptę ze starymi księgami zaklęć ochronnych. Książka, którą znalazłem leżała porzucona na ziemi wśród bałaganu zwojów i kartek. Chwyciłem ją pod pachę i udałem się do mojej jaskini. Gdybym poczekał kilka godzin skład znowu by zmienił swój układ i nie znalazłbym już tego pokoju. Na zewnątrz chłodny wiatr targał moim futrem na wszystkie strony. Nie minęło wiele czasu kiedy dotarłem do polany, na której spotkałem nową waderę. Wilczyca dalej stała w tym samym miejscu. Zmarszczyłem brwi i podszedłem do niej. Lorien patrzyła dookoła zagubionym wzrokiem jakby nie wiedziała co ze sobą zrobić. Zrobiło mi się jej trochę żal.
- W porządku? - spytałem mniej obojętnym głosem niż przy naszym pierwszym spotkaniu.
- Hę? Yyy...tak. - odparła po czym jakby sobie o czymś przypomniała. - Jak masz na imię?
Brawo kretynie, nie przedstawiłeś się.
- Hurst - powiedziałem. - Too... - dodałem po chwili zastanowienia. - Może jednak cię oprowadzić?
Lorien?
- W porządku? - spytałem mniej obojętnym głosem niż przy naszym pierwszym spotkaniu.
- Hę? Yyy...tak. - odparła po czym jakby sobie o czymś przypomniała. - Jak masz na imię?
Brawo kretynie, nie przedstawiłeś się.
- Hurst - powiedziałem. - Too... - dodałem po chwili zastanowienia. - Może jednak cię oprowadzić?
Lorien?
Subskrybuj:
Posty (Atom)