Po oprowadzeniu Lorien wróciłem do jaskini i rzuciłem na ziemię księgę ( tak, taszczyłem ją przez cały czas ). Księżyc rzucał srebrne światło na podwyższenie pośrodku mojej jaskini, na którym zwykłem kłaść różne książki. Położyłem na nim mój ''nowy nabytek'' i zacząłem przeglądać różne zaklęcia jednak żadne z nich nie pasowało do moich potrzeb. Zrezygnowany zatrzasnąłem książkę i ruszyłem na ostatni obchód po watasze. Szedłem wzdłuż trasy, na której znajdowały się jaskinie członków watahy. Z kilku jaskiń wydobywało się światło. Uśmiechnąłem się pod nosem widząc, że wataha powoli powraca do życia. Już miałem zejść ze ścieżki kiedy usłyszałem czyjś cichy głos:
- Hurst?
Odwróciłem się. W jaskini za mną, w mroku leżała Lorien.
- Tak? - spytałem podchodząc do wejścia jaskini. Wadera wyglądała jakby trochę się zmieszała.
- W porządku? - spytałem by przerwać ciszę, która najwyraźniej była dla niej trochę kłopotliwa.
- Emm...tak, tylko wiesz. Nowe miejsce, spać nie mogę - odparła. Przestąpiłem z nogi na nogę jak szczeniak odpowiadający przed nauczycielem, bo nie wiedziałem za bardzo jak mam się zachować.
- Mam z tobą zostać? - spytałem opanowanym głosem.
Lorien?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz