- Nie przeszkadza mi jak gadasz. Byle byś nie kazała mi za dużo mówić. - powiedziałem i podszedłem do niej by pomóc jej zebrać te wszystkie książki.
- Ta książka...- zaczęła wskazując łapą na tą, którą przed chwilą przeglądała - w jakim jest języku? - spytała przekrzywiając lekko głowę. Zerknąłem na poczerniałą okładkę i rozpoznałem w niej jedną z książek, które ostatnio wydłubałem ze Składu chcąc znaleźć jakieś zaklęcie ochraniające watahę przed radioaktywnymi opadami.
- To runy magiczne jakoś sprzed...2000 lat? Albo jeszcze starsze. - odparłem.
Vedani? Nie mam weny :c
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz