Przyjrzałem się im badawczo. Wadera była najwidoczniej w bardzo przyjacielskim nastawieniu, ale jej brat patrzył na mnie trochę tak jakbym był jakimś robactwem.
Pomimo tego, że nie miałem najmniejszej ochoty zawierać żadnych znajomości musiałem wypełnić moje obowiązki.
- Jestem Hurst. - przedstawiłem się.
- Gdzie my tak w ogóle jesteśmy? Bo przed chwilą wyszedłem z tego lasu i natknąłem się na gigantyczny szkielet. - powiedział basior taksując mnie wzrokiem.
- Jesteście na terenach Watahy z dalekiej północy. - wyjaśniłem. Rodzeństwo wyglądało na dość zainteresowane tym co powiedziałem więc mimo woli kontynuowałem:
- Może chcielibyście dołączyć?
Hoshi? Albo twój braciszek?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz