- Trzeba było uprzedzić że wziąłeś nie to co chciałeś - mruknęłam chociaż wiedziałam że to ja byłam winna - Teraz masz mi szukać czegoś na przywrócenie! I to już!
- Nie będziesz mi rozkazywać! - uniósł lekko ton głosu po czym odwrócił się i poszedł czegoś szukać.
Rozejrzałam się trochę po półkach, z nadzieją że znajdę coś szybciej niż on, chociaż to było niemożliwe bo pierwszy raz znalazłam się w takim miejscu.
Po kilku minutach ujrzałam Hurst'a który miał małą buteleczkę eliksiru.
- Posłuchaj, pod żadnym pozorem mi go nie wyrywaj, muszę przeczytać zastosowanie - rzekł i obrócił butelkę by znaleźć jakieś napisy.
Hurst?
sobota, 27 lutego 2016
piątek, 26 lutego 2016
Od Hurst'a CD Natalie
Pacnąłem się łapą w czoło.
- Co ty robisz?! - powiedziałem prawie sylabując to zdanie. Chwyciłem ją za łapę i zacząłem wycierać ziołową papkę, którą sobie nałożyła. Niestety było już za późno. Rana w prawdzie zniknęła jednak sama wadera stała się od stup do głów fioletowa. Z trudem powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem.
- O co ci chodzi? - spytała zdziwiona wadera.
- Matka cię nie uczyła, żeby nie dotyka się ziół jeśli nie zna się ich działania? - spytałem rozglądając się za czymś co przywróci waderze pierwotny kolor. - To, że wziąłem tą fiolkę, nie znaczy, że to była właściwa fiolka.
- Dalej nie rozumiem o co ci chodzi. Przecież oparzenie zniknęło. - patrzyła na mnie jak na wariata.
- Może i zniknęło, ale jesteś fioletowa kotku. - mruknąłem oglądając zakurzony napis na jakiejś fiolce.
- Co? - spytała zdezorientowana i podbiegła do starego lustra, które stało przed wejściem do komnaty. Po chwili usłyszałem krzyk '' coś ty mi dał ?! '' i fioletowa Natalie pojawiła się tuż obok mnie.
- To nie moja wina, podniosłem tamten słoik bo nie widziałem napisu na nim. To ty mi go wyszarpnęłaś. - powiedziałem na swoją obronę.
Natalie?
- Co ty robisz?! - powiedziałem prawie sylabując to zdanie. Chwyciłem ją za łapę i zacząłem wycierać ziołową papkę, którą sobie nałożyła. Niestety było już za późno. Rana w prawdzie zniknęła jednak sama wadera stała się od stup do głów fioletowa. Z trudem powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem.
- O co ci chodzi? - spytała zdziwiona wadera.
- Matka cię nie uczyła, żeby nie dotyka się ziół jeśli nie zna się ich działania? - spytałem rozglądając się za czymś co przywróci waderze pierwotny kolor. - To, że wziąłem tą fiolkę, nie znaczy, że to była właściwa fiolka.
- Dalej nie rozumiem o co ci chodzi. Przecież oparzenie zniknęło. - patrzyła na mnie jak na wariata.
- Może i zniknęło, ale jesteś fioletowa kotku. - mruknąłem oglądając zakurzony napis na jakiejś fiolce.
- Co? - spytała zdezorientowana i podbiegła do starego lustra, które stało przed wejściem do komnaty. Po chwili usłyszałem krzyk '' coś ty mi dał ?! '' i fioletowa Natalie pojawiła się tuż obok mnie.
- To nie moja wina, podniosłem tamten słoik bo nie widziałem napisu na nim. To ty mi go wyszarpnęłaś. - powiedziałem na swoją obronę.
Natalie?
Od Hurst'a CD Aoi'a
Spojrzałem na niego trochę zbity z tropu.
- Jak to po co? Chciałeś dołączyć do watahy. - powiedziałem unosząc brwi. - A ja mam w zwyczaju oprowadzać nowych członków po terenach. - wyjaśniłem - Chociaż nie należy to do moich ulubionych zajęć. - to powiedziałem bardziej do siebie niż do niego.
Basior doskoczył do mnie jednym susem z bananem na pysku.
- To gdzie najpierw? - spytał z zapałem. Zerknąłem na niego kątem oka.
On zawsze się tak cieszy? - spytałem w myślach sam siebie, jednak doszedłem do wniosku, że z czasem pewnie sam się przekonam.
- Jak się nazywasz? - spytałem po chwili zdawszy sobie sprawę z tego, że nie znam jego imienia. -- Aoi - przedstawił się. - A ty?
- Hurst. - odpowiedziałem. Wybrałem drogę, która prowadziła do Skalnego kanionu. Przez pewien czas basior coś gadał jednak po moich kilku wymijających odpowiedziach pewnie doszedł do wniosku, że za rozmowny to ja nie jestem i całą resztę drogi szliśmy w milczeniu. Wdrapaliśmy się na szczyt, z którego rozciągał się najlepszy widok na tereny watahy. Rozłożyłem łapy w geście podobnym do tego jak wykonuje sprzedawca prezentujący produkt i czekałem na reakcje Aoi'a.
Aoi?
- Jak to po co? Chciałeś dołączyć do watahy. - powiedziałem unosząc brwi. - A ja mam w zwyczaju oprowadzać nowych członków po terenach. - wyjaśniłem - Chociaż nie należy to do moich ulubionych zajęć. - to powiedziałem bardziej do siebie niż do niego.
Basior doskoczył do mnie jednym susem z bananem na pysku.
- To gdzie najpierw? - spytał z zapałem. Zerknąłem na niego kątem oka.
On zawsze się tak cieszy? - spytałem w myślach sam siebie, jednak doszedłem do wniosku, że z czasem pewnie sam się przekonam.
- Jak się nazywasz? - spytałem po chwili zdawszy sobie sprawę z tego, że nie znam jego imienia. -- Aoi - przedstawił się. - A ty?
- Hurst. - odpowiedziałem. Wybrałem drogę, która prowadziła do Skalnego kanionu. Przez pewien czas basior coś gadał jednak po moich kilku wymijających odpowiedziach pewnie doszedł do wniosku, że za rozmowny to ja nie jestem i całą resztę drogi szliśmy w milczeniu. Wdrapaliśmy się na szczyt, z którego rozciągał się najlepszy widok na tereny watahy. Rozłożyłem łapy w geście podobnym do tego jak wykonuje sprzedawca prezentujący produkt i czekałem na reakcje Aoi'a.
Aoi?
Od Aoi'a do Hurst'a
Wpadłem na nieznane mi tereny i obejrzałem się za sobie. No tam raczej nie wracam. Czyli witajcie nowy świecie, kłopoty i kto wie jakieś przygody! Zacząłem skakać przez śnieg, z nisko zwieszoną głową. Wysoki śnieg był zarazem błogosławieństwem jak i przekleństwem.
Widziałem ślady wilków, niektóre świeże, inne już przysypane nowym puchem. Brnięcie przez zaspę nie było łatwe, ale znów mogłem poczuć się jak szczeniak. Zaciągnąłem się powietrzem i zanim zdałem sobie sprawę z jego obecności stanął przede mną skrzydlaty wilk. Odruchowo położyłem uszy po sobie i odsłoniłem kły.
-Wrogość nie jest wskazana-odezwał się chłodno i z wyższością-Zwłaszcza jeśli wykazujesz agresję wobec alfy tej watahy.- Mierzył mnie wzrokiem, a ja poczułem chęć padnięcia przed nim i odsłonięcia brzucha. Potrząsnąłem łbem, aby pozbyć się tej myśli.
-Alfy powiadasz...-Zamruczałem do siebie-Przyjmiecie wilka-banitę w swe szeregi?-Zapytałem głośno i dumnie-Nie gryzę, słowo. No, czasami-Wyszczerzyłem szpaler zębów w uśmiechu. On tylko spojrzał na mnie, przewrócił oczami i odwrócił się. To było urocze, te przewracanie oczami. Zachichotałem cicho
-Idziesz?-Usłyszałem jego chłodny głos.
-Po co?-Zapytałem głupio i spojrzałem na niego.
< Hurst? >
Widziałem ślady wilków, niektóre świeże, inne już przysypane nowym puchem. Brnięcie przez zaspę nie było łatwe, ale znów mogłem poczuć się jak szczeniak. Zaciągnąłem się powietrzem i zanim zdałem sobie sprawę z jego obecności stanął przede mną skrzydlaty wilk. Odruchowo położyłem uszy po sobie i odsłoniłem kły.
-Wrogość nie jest wskazana-odezwał się chłodno i z wyższością-Zwłaszcza jeśli wykazujesz agresję wobec alfy tej watahy.- Mierzył mnie wzrokiem, a ja poczułem chęć padnięcia przed nim i odsłonięcia brzucha. Potrząsnąłem łbem, aby pozbyć się tej myśli.
-Alfy powiadasz...-Zamruczałem do siebie-Przyjmiecie wilka-banitę w swe szeregi?-Zapytałem głośno i dumnie-Nie gryzę, słowo. No, czasami-Wyszczerzyłem szpaler zębów w uśmiechu. On tylko spojrzał na mnie, przewrócił oczami i odwrócił się. To było urocze, te przewracanie oczami. Zachichotałem cicho
-Idziesz?-Usłyszałem jego chłodny głos.
-Po co?-Zapytałem głupio i spojrzałem na niego.
< Hurst? >
Od Natalie CD Hurst'a
Drzwi otwarły się a przed nami stały półki z różnymi lekami, ziołami itp.
,,Boże, Alie po co tu dołączałaś?'' - usłyszałam głos w mojej głowie, jednak to zignorowałam i poszłam za Hurst'em. Co chwilę się zatrzymywał i szukał odpowiedniego leku lub zioła.
- Proszę Cię, szybciej bo to swędzi i boli - trochę go popędzałam.
- Już - mruknął i wziął do łapy jakieś zioło w zakurzonym słoiku. Nie zwlekając, chciałam mu je wyrwać ale słoik upadł na ziemię i się rozbił.
- Co ty robisz?! - warknął i dał znak że mamy się odsunąć od szkła.
- To co widzisz - burknęłam pod nosem.
Nachyliłam się i wzięłam w łapę samo zioło, ale musiałam uważać by szkło nie wbiło mi się w łapy. Nie chciałam już niczego psuć żeby nie słuchać marudzenia Hurst'a. Hurst coś zaczął gadać, nie słuchałam go tylko zaczęłam przecierać zioło o oparzenia.
- Słyszałaś co mówię? - zapytał przyglądając się temu co robię
- Yyy...co? - szybko podniosłam głowę i skierowałam na niego wzrok.
Hurst?
,,Boże, Alie po co tu dołączałaś?'' - usłyszałam głos w mojej głowie, jednak to zignorowałam i poszłam za Hurst'em. Co chwilę się zatrzymywał i szukał odpowiedniego leku lub zioła.
- Proszę Cię, szybciej bo to swędzi i boli - trochę go popędzałam.
- Już - mruknął i wziął do łapy jakieś zioło w zakurzonym słoiku. Nie zwlekając, chciałam mu je wyrwać ale słoik upadł na ziemię i się rozbił.
- Co ty robisz?! - warknął i dał znak że mamy się odsunąć od szkła.
- To co widzisz - burknęłam pod nosem.
Nachyliłam się i wzięłam w łapę samo zioło, ale musiałam uważać by szkło nie wbiło mi się w łapy. Nie chciałam już niczego psuć żeby nie słuchać marudzenia Hurst'a. Hurst coś zaczął gadać, nie słuchałam go tylko zaczęłam przecierać zioło o oparzenia.
- Słyszałaś co mówię? - zapytał przyglądając się temu co robię
- Yyy...co? - szybko podniosłam głowę i skierowałam na niego wzrok.
Hurst?
wtorek, 23 lutego 2016
Od Hurst'a CD Lorien
Patrzyłem na nią trochę zdezorientowany bo po powiedzeniu tego jakby od razu zasnęła.
- Emm...Lorien? - spytałem jednak nie dostałem żadnej odpowiedzi. Trochę zmieszany wycofałem się z jej jaskini. Kiedy skończyłem obchód zaczynało świtać więc czym prędzej się położyłem.
Jak zwykle śniło mi się to samo co każdej nocy od 3 lat. Dzień wypadku. Stałem na polanie i patrzyłem jak ciała innych wilków rozpuszczają się na moich oczach. A najgorsze w tym śnie jest to, że cieszy mnie ten widok. Potem wszyscy zaczynają spazmatycznie wrzeszczeć, a ja się śmieję i wtedy się budzę. Przebiegłem rozbieganym wzrokiem po jaskini, która kiedyś należała do mojej matki. Gdyby nie stosy papierów i ksiąg można by powiedzieć, że nic się tutaj nie zmieniło. Wyszedłem na zewnątrz i jak widmo skierowałem się w stronę pobliskiego strumienia, który codziennie rano przywracał mnie do rzeczywistości. Nagle na coś, a raczej na kogoś wpadłem. Ten ktoś zatoczył się i wylądował po uszy w zaspie.
- Przepraszam - powiedziałem z roztargnieniem i pomogłem temu ''ktosiu '' wygrzebać się z zaspy. Już po chwili przede mną stanęła Lorien cała obklejona śniegiem.
Lorien? brak weny
- Emm...Lorien? - spytałem jednak nie dostałem żadnej odpowiedzi. Trochę zmieszany wycofałem się z jej jaskini. Kiedy skończyłem obchód zaczynało świtać więc czym prędzej się położyłem.
Jak zwykle śniło mi się to samo co każdej nocy od 3 lat. Dzień wypadku. Stałem na polanie i patrzyłem jak ciała innych wilków rozpuszczają się na moich oczach. A najgorsze w tym śnie jest to, że cieszy mnie ten widok. Potem wszyscy zaczynają spazmatycznie wrzeszczeć, a ja się śmieję i wtedy się budzę. Przebiegłem rozbieganym wzrokiem po jaskini, która kiedyś należała do mojej matki. Gdyby nie stosy papierów i ksiąg można by powiedzieć, że nic się tutaj nie zmieniło. Wyszedłem na zewnątrz i jak widmo skierowałem się w stronę pobliskiego strumienia, który codziennie rano przywracał mnie do rzeczywistości. Nagle na coś, a raczej na kogoś wpadłem. Ten ktoś zatoczył się i wylądował po uszy w zaspie.
- Przepraszam - powiedziałem z roztargnieniem i pomogłem temu ''ktosiu '' wygrzebać się z zaspy. Już po chwili przede mną stanęła Lorien cała obklejona śniegiem.
Lorien? brak weny
Od Hurst'a CD Hoshi
Muszę załatwić sobie jakiegoś oprowadzacza - pomyślałem ruszając na kolejną w tym dniu wycieczkę oprowadzającą. Wadera szła za mną w pewnej odległości, której nie przekraczała jakby obawiała się naruszenia mojej przestrzeni osobistej. Szliśmy w milczeniu co najwyraźniej po pewnym czasie zaczęło przeszkadzać mojej towarzyszce.
- Więc...ile jest wilków w tej watasze? Bo jak chodziliśmy z bratem na nikogo nie natrafiliśmy, teraz z resztą też nie. - zagaiła trochę mnie doganiając.
- Siedem czy osiem. Kiedyś było więcej. - odpowiedziałem krótko.
- Kiedyś? Czyli kiedy dokładniej? - najwyraźniej nie zraziłem jej jeszcze bo kontynuowała.
- 3 lata temu - odparłem zwięźle.
- Czemu już tak nie jest? Stało się coś? - spytała z zainteresowaniem jednak zbyłem ją milczeniem.
Na całe szczęście dotarliśmy do pierwszego przystanku czyli do Słonecznego Lasu.
- To są nasze tereny łowieckie. Jesteś może głodna? - zapytałem głównie po to by wyrzucić waderze z głowy poprzedni temat rozmowy.
Hoshi?
- Więc...ile jest wilków w tej watasze? Bo jak chodziliśmy z bratem na nikogo nie natrafiliśmy, teraz z resztą też nie. - zagaiła trochę mnie doganiając.
- Siedem czy osiem. Kiedyś było więcej. - odpowiedziałem krótko.
- Kiedyś? Czyli kiedy dokładniej? - najwyraźniej nie zraziłem jej jeszcze bo kontynuowała.
- 3 lata temu - odparłem zwięźle.
- Czemu już tak nie jest? Stało się coś? - spytała z zainteresowaniem jednak zbyłem ją milczeniem.
Na całe szczęście dotarliśmy do pierwszego przystanku czyli do Słonecznego Lasu.
- To są nasze tereny łowieckie. Jesteś może głodna? - zapytałem głównie po to by wyrzucić waderze z głowy poprzedni temat rozmowy.
Hoshi?
Od Lorien do Vincenta
Obudziło mnie zimno. Był środek nocy, a jednak już się wyspałam. Wyjrzałam na dwór. Niebo było czarne, i nic nie wskazywało na to że niedługo wstanie słońce. Tak więc postanowiłam się położyć i spróbować zasnąć, mimo iż wiedziałam że moja próba zakończy się niepowodzeniem. Po jakiejś godzinie leżenia w bezruchu postanowiłam wyjść. Niebo teraz było szare, więc niedługo powinno wstać słońce. Wyszłam na dwór, stwierdzając iż napadał śnieg. Tylko tego brakowało! Pod śniegiem leżał lód, i teraz muszę być wyjątkowo ostrożna kiedy chodzę, i trudno będzie upolować śniadanie. Wyrzuciłam z siebie wiązankę przekleństw i udałam się do lasu, by upolować jakiegoś jelenia czy sarnę. Na myśl o śniadaniu zaburczało mi w brzuchu, tak więc pospieszyłam się. I to był mój błąd - przez pośpiech wpadłam do głębokiej dziury. W dodatku bolała mnie tylna lewa łapa. Mogę zapomnieć o śniadaniu, to pewne... Tylko jak się wydostać? Z pewnym trudem, próbując nie używać tylnej łapy wdrapałam się na górę. Przede mną stał wilk. Dość wysoki, czarno niebieski wilk z dużą ilością piór. Stał do mnie tyłem, jednak słysząc hałas który mi towarzyszył mi wspinaczce odwrócił się.
- Skąd tu się wzięłaś? - spytał zaskoczony. Wskazałam przednią łapą na dziurę która teraz była za mną, czekając na kolejną nieostrożną ofiarę.
Vincent? Chce ci się odpisać? :3
- Skąd tu się wzięłaś? - spytał zaskoczony. Wskazałam przednią łapą na dziurę która teraz była za mną, czekając na kolejną nieostrożną ofiarę.
Vincent? Chce ci się odpisać? :3
Od Lorien CD Hurst'a
Niedługo udało mi się zasnąć, i miałam doprawdy... Dziwny sen. Akurat teraz śniłam o tym, że spać nie mogę. Śpię, i śni się mi że spać nie mogę... W końcu do mojej jaskini wszedł Hurst. W moim śnie byłam młodsza, a mój charakter jeszcze nie był taki jak teraz.
- Hurst? - odezwałam się we śnie. Basior się odwrócił.
- Tak? - spytał, po czym po chwili dodał. - w porządku?
- Emm...tak, tylko wiesz. Nowe miejsce, spać nie mogę - odparłam.
- Mam z tobą zostać? - spytał po chwili ciszy. Zastanowiłam się.
- Nie, nie musisz się fatygować... - mruknęłam. Po chwili sen się skończył, ja zaś spałam spokojnie.
Hurst? XD
- Hurst? - odezwałam się we śnie. Basior się odwrócił.
- Tak? - spytał, po czym po chwili dodał. - w porządku?
- Emm...tak, tylko wiesz. Nowe miejsce, spać nie mogę - odparłam.
- Mam z tobą zostać? - spytał po chwili ciszy. Zastanowiłam się.
- Nie, nie musisz się fatygować... - mruknęłam. Po chwili sen się skończył, ja zaś spałam spokojnie.
Hurst? XD
Od Hoshi CD Hurst'a
Wilk najwyraźniej nie miał większej ochoty na rozmowę. Przyjrzałam mu się badawczo, kiedy poczułam, że Fuyu piorunuje mnie wzrokiem. Tym razem postanowiłam zignorować ostrzeżenie od niego.
- Dołączmy! - rzuciłam szybko widząc, że braciszek stara się ubrać w słowa odmowę. Odwróciłam się w stronę Shuu i pokazałam mu język. Zrobił naburmuszoną minę. Nie był zadowolony, tak samo zresztą jak Hurst, któremu zawracaliśmy gitarę.
- I teraz muszę was oprowadzać, co? - burknął i przewrócił oczami.
- Nie fatyguj się, zajmiemy się sobą. Pokaż nam tylko jaskinię - Fuyu chyba był zirytowany... Co z kolei sprawiło, że miałam ochotę bardziej go rozdrażnić.
- Mnie możesz oprowadzić! - krzyknęłam szybko. W dodatku trochę za głośno, bo Hurst skrzywił się. A może... Był wkurzony, bo zajmuję mu czas? No trudno, będzie musiał znieść moje towarzystwo. Rzadko miałam okazję pogadać z kimkolwiek oprócz Fuyu, bo aż tak mnie pilnował. Nie zamierzałam tracić żadnej szansy na zdobycie nowych znajomych.
- No to chodź - mruknął z niechęcią i ruszył przed siebie. Pokazał nam jaskinię. Fuyu od razu do niej wlazł i jak go znam, za szybko nie wyjdzie. Tymczasem basior poszedł dalej. Szłam w pewnej odległości za nim i intensywnie myślałam. ,,Chyba nie jest zbyt przyjacielski" - nie, nie! Nie mogę go osądzać, skoro nawet go nie znam. To interesujący przypadek. Ciekawe, czy jest tu więcej takich wilków?
<Hurst?>
- Dołączmy! - rzuciłam szybko widząc, że braciszek stara się ubrać w słowa odmowę. Odwróciłam się w stronę Shuu i pokazałam mu język. Zrobił naburmuszoną minę. Nie był zadowolony, tak samo zresztą jak Hurst, któremu zawracaliśmy gitarę.
- I teraz muszę was oprowadzać, co? - burknął i przewrócił oczami.
- Nie fatyguj się, zajmiemy się sobą. Pokaż nam tylko jaskinię - Fuyu chyba był zirytowany... Co z kolei sprawiło, że miałam ochotę bardziej go rozdrażnić.
- Mnie możesz oprowadzić! - krzyknęłam szybko. W dodatku trochę za głośno, bo Hurst skrzywił się. A może... Był wkurzony, bo zajmuję mu czas? No trudno, będzie musiał znieść moje towarzystwo. Rzadko miałam okazję pogadać z kimkolwiek oprócz Fuyu, bo aż tak mnie pilnował. Nie zamierzałam tracić żadnej szansy na zdobycie nowych znajomych.
- No to chodź - mruknął z niechęcią i ruszył przed siebie. Pokazał nam jaskinię. Fuyu od razu do niej wlazł i jak go znam, za szybko nie wyjdzie. Tymczasem basior poszedł dalej. Szłam w pewnej odległości za nim i intensywnie myślałam. ,,Chyba nie jest zbyt przyjacielski" - nie, nie! Nie mogę go osądzać, skoro nawet go nie znam. To interesujący przypadek. Ciekawe, czy jest tu więcej takich wilków?
<Hurst?>
Od Azazela do Hurst'a
Lekko unosząc się nad ziemią mknął w zawrotnym tempie.
"Kto by pomyślał,że można tak wykorzystać jedną z demonicznych mocy. Na głupie latanie". Ale tak właśnie było. Dzięki temu przebył już tysiące kilometrów w poszukiwaniu siebie. Ok kilku lat non - stop był w podróży. To było jego życie. Bezsensowne, nieskładne życie. Jego oczy lustrowały każdy, najmniejszy skrawek lasu. Dostrzegł ruch. Gdy skupił wzrok na obiekcie wyraźnie wyczuł wilka. Opadł na ziemię nie zmieniając postaci. Sięgnął poza granice umysłu. Za chwilę dostrzeże wzór przeciwnika.
Zza drzew wyłonił się biały basior. Azazel natychmiast przejął nad nim kontrolę. I wtedy to dostrzegł. Jego wzór. Wzór mroku. Dostrzegł to czego szukał. Kogoś kto rozumiał mrok. Momentalnie zakończył atak.Wilk także zapuścił się w kierunku Azazela. Na szczęście jego umysł był dobrze chroniony. Przez nieprzebyty mrok.
-Kim jesteś?-zapytał tamten,w języku mroku.
Azazel przemienił się.
-Nikim.
-Jesteś na terenie mojej watahy.
-I nadal twierdzę,że jestem nikim.
-Możesz przestać się zgrywać.
-Nie. -odpowiedź była krótka i na chwilę przybiła wilka
-Nazywam się Hurst i nadal jesteś na terenie mojej watahy.
-Azazel,syn mroku i wody. Ostatni z rodu i pierwszy z demonów.
-Wiedziałem,że jesteś demonem.- rzucił Hurst z nieskrywaną dumą
-Jesteś z mroku. Zresztą każdy by mnie poznał.
-To jak,dołączasz do nas?
Azazel podniósł wzrok.
-A mam jakiś wybór?
"Kto by pomyślał,że można tak wykorzystać jedną z demonicznych mocy. Na głupie latanie". Ale tak właśnie było. Dzięki temu przebył już tysiące kilometrów w poszukiwaniu siebie. Ok kilku lat non - stop był w podróży. To było jego życie. Bezsensowne, nieskładne życie. Jego oczy lustrowały każdy, najmniejszy skrawek lasu. Dostrzegł ruch. Gdy skupił wzrok na obiekcie wyraźnie wyczuł wilka. Opadł na ziemię nie zmieniając postaci. Sięgnął poza granice umysłu. Za chwilę dostrzeże wzór przeciwnika.
Zza drzew wyłonił się biały basior. Azazel natychmiast przejął nad nim kontrolę. I wtedy to dostrzegł. Jego wzór. Wzór mroku. Dostrzegł to czego szukał. Kogoś kto rozumiał mrok. Momentalnie zakończył atak.Wilk także zapuścił się w kierunku Azazela. Na szczęście jego umysł był dobrze chroniony. Przez nieprzebyty mrok.
-Kim jesteś?-zapytał tamten,w języku mroku.
Azazel przemienił się.
-Nikim.
-Jesteś na terenie mojej watahy.
-I nadal twierdzę,że jestem nikim.
-Możesz przestać się zgrywać.
-Nie. -odpowiedź była krótka i na chwilę przybiła wilka
-Nazywam się Hurst i nadal jesteś na terenie mojej watahy.
-Azazel,syn mroku i wody. Ostatni z rodu i pierwszy z demonów.
-Wiedziałem,że jesteś demonem.- rzucił Hurst z nieskrywaną dumą
-Jesteś z mroku. Zresztą każdy by mnie poznał.
-To jak,dołączasz do nas?
Azazel podniósł wzrok.
-A mam jakiś wybór?
<Hurst?Chcesz coś dodać?>
Od Hurst'a CD Hoshi
Przyjrzałem się im badawczo. Wadera była najwidoczniej w bardzo przyjacielskim nastawieniu, ale jej brat patrzył na mnie trochę tak jakbym był jakimś robactwem.
Pomimo tego, że nie miałem najmniejszej ochoty zawierać żadnych znajomości musiałem wypełnić moje obowiązki.
- Jestem Hurst. - przedstawiłem się.
- Gdzie my tak w ogóle jesteśmy? Bo przed chwilą wyszedłem z tego lasu i natknąłem się na gigantyczny szkielet. - powiedział basior taksując mnie wzrokiem.
- Jesteście na terenach Watahy z dalekiej północy. - wyjaśniłem. Rodzeństwo wyglądało na dość zainteresowane tym co powiedziałem więc mimo woli kontynuowałem:
- Może chcielibyście dołączyć?
Hoshi? Albo twój braciszek?
Pomimo tego, że nie miałem najmniejszej ochoty zawierać żadnych znajomości musiałem wypełnić moje obowiązki.
- Jestem Hurst. - przedstawiłem się.
- Gdzie my tak w ogóle jesteśmy? Bo przed chwilą wyszedłem z tego lasu i natknąłem się na gigantyczny szkielet. - powiedział basior taksując mnie wzrokiem.
- Jesteście na terenach Watahy z dalekiej północy. - wyjaśniłem. Rodzeństwo wyglądało na dość zainteresowane tym co powiedziałem więc mimo woli kontynuowałem:
- Może chcielibyście dołączyć?
Hoshi? Albo twój braciszek?
poniedziałek, 22 lutego 2016
Od Hoshi do Hurst'a
Szliśmy w ciszy. Ja i mój brat - ramię w ramię. Tak było zawsze. Przekręciłam głowę w jego stronę i spojrzałam na niego. Zdziwiłam się na widok, który zobaczyłam.
- Shuu, dlaczego... Idziesz z zamkniętym oczami?
Otworzył jedno oko, które leniwie powędrowało w moją stronę.
- To nuuudne. Słyszę dźwięk Twoich łap i idę razem z nimi. Chodzisz bardzo głośno!
- Specjalnie tupię z całej siły, żebyś nie musiał fatygować się patrzeniem na mnie! - rzuciłam zajadle w jego stronę, ale uśmiechną się tylko w odpowiedzi.
Przyspieszył. Zrobił mi na złość! Udawałam, że zainteresowało mnie coś przed nami i zaczęłam iść jeszcze szybciej. Skończyło się na tym, że biegliśmy sprintem po polanie. Wkrótce teren się zmienił. Coraz gęściej rosły tu drzewa, które późnej ustąpiły miejsca skałom, aż w końcu stanęliśmy prze górami. Dyszałam ciężko, ale Fuyu najwyraźniej ten wyścig nie ruszył.
- Poczekaj tu - rzucił. - Znajdę jakieś miejsce do spania.
Posłusznie siadłam na ziemi. Nagle usłyszałam za sobą szelest. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, ze to Shuu już wrócił, ale te kroki nie należały do mojego brata. Słyszałam odgłosy jego łap na każdym podłożu, ale te nie były jego. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe - nie ze strachu, ale z podniecenia. Wstałam i czekałam na spotkanie twarzą w twarz z obcym.
Kiedy krzaki rozchyliły się, ujrzałam basiora z białą sierścią i skrzydłami. Spojrzał w moją stronę.
- Kim jesteś? - padło pytanie.
Machnęłam ogonem na przywitanie.
- Nazywam się... - zanim skończyłam, coś tylko mignęło mi przed oczami. Chwilę późnej przede mną stał już Fuyu patrząc uważnie na basiora.
- Czego chcesz od niej? - warknął. Przybrał obronną pozycję. Odepchnęłam go lekko.
- Pohamuj ty się czasem - rzuciłam do niego. Późnej zwróciłam się do wilka:
- Mam na imię Hoshi Nao, a to mój bliźniak, Furasshu Fuyu.
Hurst?
- Shuu, dlaczego... Idziesz z zamkniętym oczami?
Otworzył jedno oko, które leniwie powędrowało w moją stronę.
- To nuuudne. Słyszę dźwięk Twoich łap i idę razem z nimi. Chodzisz bardzo głośno!
- Specjalnie tupię z całej siły, żebyś nie musiał fatygować się patrzeniem na mnie! - rzuciłam zajadle w jego stronę, ale uśmiechną się tylko w odpowiedzi.
Przyspieszył. Zrobił mi na złość! Udawałam, że zainteresowało mnie coś przed nami i zaczęłam iść jeszcze szybciej. Skończyło się na tym, że biegliśmy sprintem po polanie. Wkrótce teren się zmienił. Coraz gęściej rosły tu drzewa, które późnej ustąpiły miejsca skałom, aż w końcu stanęliśmy prze górami. Dyszałam ciężko, ale Fuyu najwyraźniej ten wyścig nie ruszył.
- Poczekaj tu - rzucił. - Znajdę jakieś miejsce do spania.
Posłusznie siadłam na ziemi. Nagle usłyszałam za sobą szelest. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, ze to Shuu już wrócił, ale te kroki nie należały do mojego brata. Słyszałam odgłosy jego łap na każdym podłożu, ale te nie były jego. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe - nie ze strachu, ale z podniecenia. Wstałam i czekałam na spotkanie twarzą w twarz z obcym.
Kiedy krzaki rozchyliły się, ujrzałam basiora z białą sierścią i skrzydłami. Spojrzał w moją stronę.
- Kim jesteś? - padło pytanie.
Machnęłam ogonem na przywitanie.
- Nazywam się... - zanim skończyłam, coś tylko mignęło mi przed oczami. Chwilę późnej przede mną stał już Fuyu patrząc uważnie na basiora.
- Czego chcesz od niej? - warknął. Przybrał obronną pozycję. Odepchnęłam go lekko.
- Pohamuj ty się czasem - rzuciłam do niego. Późnej zwróciłam się do wilka:
- Mam na imię Hoshi Nao, a to mój bliźniak, Furasshu Fuyu.
Hurst?
Od Hurst'a CD Natalie
Przybrałem wymuszony wyraz twarzy oficjalnie zadowolonego alfy.
- Cudownie - powiedziałem jak zwykle nie wyrażając przy tym zbyt wielu emocji. Posłałem jej krótki uśmiech i wznowiłem swój marsz.
- Wiesz, że zwykle dobry, szanujący się alfa ma w zwyczaju oprowadzać nowych członków po terenach watahy? - spytała zrównując się ze mną. Zerknąłem na nią kątem oka. Starała się zachować dość obojętny wyraz twarzy jednak była dość ożywiona.
- No to gdzie idziemy najpierw? - spytała. Chcąc nie chcą musiałem ją oprowadzić, bo nikt inny jeszcze nie zna zbyt dobrze tych terenów. Zaczęliśmy naszą wycieczkę od Błękitnych Ruin. Kiedy zbliżaliśmy się do ostatniego przystanku, którym był Skład słońce zaczęło chybotać się nad horyzontem. Szliśmy w milczeniu z czego byłem bardzo zadowolony. Wadera co jakiś czas coś mówiła jednak ja ograniczałem swoje wypowiedzi do trzech słów - tak, nie, nie wiem. Nagle poczułem coś jakby swąd palącego się kleju. Spojrzałem na niebo i ujrzałem tam kłębowisko ciemno-szarych gęstych jak zupa chmur. Spojrzałem na Natalie jednak ta wyglądała jakby nie zdawała sobie sprawy z tego co nadchodzi, co w sumie było całkiem normalne.
- Biegiem. - zakomenderowałem.
- Co? - spytała zdziwiona jednak ja nie traciłem czasu na wyjaśnienia tylko pociągnąłem ją za sobą. Dotarliśmy do ogromnych wrót do Składu dokładnie w momencie, w którym zaczęło kropić. Naparłem całą siłą na metalowe drzwi, a te zaczęły powoli się otwierać.
- To tylko deszcz. Rozumiem, że może nie chcesz pomoczyć sobie futerka, ale...- zaczęła Natalie, jednak nie zdążyła dokończyć zdania kiedy na jej łapę trafiła kropla toksycznego deszczu pokrywając ją dużymi bąblami. Wadera syknęła z bólu i zaczęła potrząsać łapą. Udało mi się uchylić drzwi i oboje wślizgnęliśmy się do środka zanim rozpadało się na dobre. Natalie siedziała niedaleko wrót próbując pozbyć się opuchlizny na łapie. Uniosłem głowę. Przed nami rozciągał się cały szereg komnat Składu.
- Chodź znajdziemy ci coś na oparzenia - powiedziałem i ruszyłem w stronę pierwszych drzwi.
Natalie?
- Cudownie - powiedziałem jak zwykle nie wyrażając przy tym zbyt wielu emocji. Posłałem jej krótki uśmiech i wznowiłem swój marsz.
- Wiesz, że zwykle dobry, szanujący się alfa ma w zwyczaju oprowadzać nowych członków po terenach watahy? - spytała zrównując się ze mną. Zerknąłem na nią kątem oka. Starała się zachować dość obojętny wyraz twarzy jednak była dość ożywiona.
- No to gdzie idziemy najpierw? - spytała. Chcąc nie chcą musiałem ją oprowadzić, bo nikt inny jeszcze nie zna zbyt dobrze tych terenów. Zaczęliśmy naszą wycieczkę od Błękitnych Ruin. Kiedy zbliżaliśmy się do ostatniego przystanku, którym był Skład słońce zaczęło chybotać się nad horyzontem. Szliśmy w milczeniu z czego byłem bardzo zadowolony. Wadera co jakiś czas coś mówiła jednak ja ograniczałem swoje wypowiedzi do trzech słów - tak, nie, nie wiem. Nagle poczułem coś jakby swąd palącego się kleju. Spojrzałem na niebo i ujrzałem tam kłębowisko ciemno-szarych gęstych jak zupa chmur. Spojrzałem na Natalie jednak ta wyglądała jakby nie zdawała sobie sprawy z tego co nadchodzi, co w sumie było całkiem normalne.
- Biegiem. - zakomenderowałem.
- Co? - spytała zdziwiona jednak ja nie traciłem czasu na wyjaśnienia tylko pociągnąłem ją za sobą. Dotarliśmy do ogromnych wrót do Składu dokładnie w momencie, w którym zaczęło kropić. Naparłem całą siłą na metalowe drzwi, a te zaczęły powoli się otwierać.
- To tylko deszcz. Rozumiem, że może nie chcesz pomoczyć sobie futerka, ale...- zaczęła Natalie, jednak nie zdążyła dokończyć zdania kiedy na jej łapę trafiła kropla toksycznego deszczu pokrywając ją dużymi bąblami. Wadera syknęła z bólu i zaczęła potrząsać łapą. Udało mi się uchylić drzwi i oboje wślizgnęliśmy się do środka zanim rozpadało się na dobre. Natalie siedziała niedaleko wrót próbując pozbyć się opuchlizny na łapie. Uniosłem głowę. Przed nami rozciągał się cały szereg komnat Składu.
- Chodź znajdziemy ci coś na oparzenia - powiedziałem i ruszyłem w stronę pierwszych drzwi.
Natalie?
Od Vestarii CD Vincenta
Ocknęłam się. Było miękko i ciepło. Umarłam? Możliwe. Swoją drogą byłoby wprost idealnie. Uniosłam powieki. Wszystko było rozmazane i przypominało pomieszane ze sobą kolorowe plamy. Zamrugałam szybko usiłując wyostrzyć wzrok. Czemu nie jestem już człowiekiem...? A no tak... Przecież umarłam. Wszystkie wilczki idą do nieba. Byłam tak słaba, że oczy znowu mi się zamknęły. I nagle ból wrócił. Jeszcze gorszy niż ostatnio.
- K*rwa... Żyję... - wymamrotałam półprzytomnie zanim zdąrzyłam ugryźć się w język. Skuliłam się drżąc lekko. Czemu nie mogę odrąbać sobie tej łapy? Byłoby prościej.
- Hej... Jesteś już ze mną? Z- usłyszałam męski głos. Wzdrygnęłam się.
- Wal się - warknęłam. Jak to boli do cholery jasnej! No i jeszcze mam na głowie tego obcego. Dlaczego ja nie umarłam?!
<Vincent?>
- K*rwa... Żyję... - wymamrotałam półprzytomnie zanim zdąrzyłam ugryźć się w język. Skuliłam się drżąc lekko. Czemu nie mogę odrąbać sobie tej łapy? Byłoby prościej.
- Hej... Jesteś już ze mną? Z- usłyszałam męski głos. Wzdrygnęłam się.
- Wal się - warknęłam. Jak to boli do cholery jasnej! No i jeszcze mam na głowie tego obcego. Dlaczego ja nie umarłam?!
<Vincent?>
Od Vincenta CD Vestarii
-Znowu się zgubiłem... No k*źwa...- Szeptałem pod nosem.
Kręcę się tu od dłuższego czasu... To drzewo mijałem chyba pięć razy.
Zebrałem siły i skupiłem się. W końcu się udało i "tepnąłem" się do nowego miejsca. Usłyszałem jakiś odgłos. Moja ciekawość nie dałaby mi żyć gdybym tego nie sprawdził, więc nie chcąc zakłopotania w mym łbie poszedłem to sprawdzić. Był to wilk, a dokładniej wadera. I co by tu powiedzieć...Niech będzie spontan.
- Ej, ty nic ci nie jest?- Powiedziałem, wadera nie odpowiedziała, najwyraźniej zemdlała, albo nie żyje. Przyjrzałem się bliżej, była ranna.
-Uzdrawiać czy nie uzdrawiać?- Pomyślałem na głos.
Postanowiłem że uzdrowię. Przyjrzałem się bliżej ranie, ostrożnie dotkłem.
Momentalnie po mojej łapie spłyną piorun i wstrząsnęło ciałem wadery.
Nie obudziła się. To dobrze, przynajmniej będzie miała niespodziankę.
Ktoś się czaił. Bez zastanowienia wziąłem waderę na plecy za sobą słyszałem strzały, żadne na szczęście nie dosięgły mnie. Teleportowałem się do jaskini w której przesiadywałem większość czasu. Przygotowałem wywar na ból, choć ją uzdrowiłem może ją boleć jak ch*lera.
Spoglądając kątem oka na waderę zobaczyłem że się budzi.
<Vestaria? Dzieńdoberek xD
Kręcę się tu od dłuższego czasu... To drzewo mijałem chyba pięć razy.
Zebrałem siły i skupiłem się. W końcu się udało i "tepnąłem" się do nowego miejsca. Usłyszałem jakiś odgłos. Moja ciekawość nie dałaby mi żyć gdybym tego nie sprawdził, więc nie chcąc zakłopotania w mym łbie poszedłem to sprawdzić. Był to wilk, a dokładniej wadera. I co by tu powiedzieć...Niech będzie spontan.
- Ej, ty nic ci nie jest?- Powiedziałem, wadera nie odpowiedziała, najwyraźniej zemdlała, albo nie żyje. Przyjrzałem się bliżej, była ranna.
-Uzdrawiać czy nie uzdrawiać?- Pomyślałem na głos.
Postanowiłem że uzdrowię. Przyjrzałem się bliżej ranie, ostrożnie dotkłem.
Momentalnie po mojej łapie spłyną piorun i wstrząsnęło ciałem wadery.
Nie obudziła się. To dobrze, przynajmniej będzie miała niespodziankę.
Ktoś się czaił. Bez zastanowienia wziąłem waderę na plecy za sobą słyszałem strzały, żadne na szczęście nie dosięgły mnie. Teleportowałem się do jaskini w której przesiadywałem większość czasu. Przygotowałem wywar na ból, choć ją uzdrowiłem może ją boleć jak ch*lera.
Spoglądając kątem oka na waderę zobaczyłem że się budzi.
<Vestaria? Dzieńdoberek xD
Od Vestarii CD Ktoś?
24601... 24601. 2 4 6 0 1 Nosz ch*lera by to wzięła! 24601! Gdzie jest ta pieprzona teczka kiedy jej potrzebuję?! Zaraz ktoś wejdzie i całą akcję diabli wezmą! 24601.
Jeszcze raz przebiegłam wzrokiem po opisach kolorowych segregatorów. Nie, nie, nie i nie! Zaklęłam pod nosem siłą powstrzymując się przed wywaleniem zawartości szafki na ziemię. Cofnęłam się na środek pokoju. Przymknęłam oczy i miarowo oddychając przez nos zaczęłam liczyć. Jeden... Dwa... Trzy... Cztery... Pięć... Wystarczy. Otworzyłam oczy i jeszcze raz rozejrzałam się po biurze. Wielkie dębowe biurko - sprawdzone. Szafki - sprawdzone. Gablotki - sprawdzone. Stos papierów w kącie - sprawdzony. Gdzie jeszcze mogą być dokumenty? Rozejrzałam się dookoła. Nic. Nigdzie nie było niczego, czego bym już nie przeglądała. Naprawdę potrzebuję tej teczki! Rozłożyłam bezradnie ręce. Gdziekolwiek ją schowali tu jej nie było. Wzięłam z biurka pęk kluczy i podeszłam do drzwi. Przyłożyłam do nich ucho uważnie nasłuchując. Cisza. Chwyciłam za gałkę i już prawie otworzyłam drzwi, kiedy po drugiej stronie coś usłyszałam. Znowu przycisnęłam ucho do drzwi. Kroki. Ktoś idzie. Odskoczyłam od wejścia i rzuciłam się w kierunku okna. Otworzyłam je i usiadłam na parapecie. Przerzuciłam nogi na drugą stronę i chwyciłam się brzegu, a potem lekko się z niego zsunęłam. Zawisłam na parapecie cztery piętra nad ziemią. Cudownie. Nad sobą usłyszałam otwieranie drzwi. Zaraz odkryją, że mieli gościa. Trzeba się zbierać. Sięgnęłam do rynny obok i mocno ją złapałam, a potem puściłam się parapetu chwytając rynnę drugą ręką. Jak najszybciej zsunęłam się po niej na ziemię. Spojrzałam do góry na okno z którego się ewakuowałam. W samą porę by zobaczyć tam strzelca. Padł strzał. Odskoczyłam. Za późno. Rozrywający ból przeszył moją nogę. Zachwiałam się czując na policzkach gorące łzy. Bardzo bolało. Ale to nie pora na takie rzeczy. Zacisnęłam zęby i utykając odbiegłam w stronę dziury w płocie. Padłam na ziemię i przeczołgałam się pod siatką. Dźwignęłam się na nogi i jak najszybciej zniknęłam z pola widzenia.
Biegłam truchtem przyciskając dłoń do rany w udzie. Moja krew powoli przeciekała mi przez palce. Z minuty na minutę czułam się słabsza i coraz bardziej senna. W końcu zaczęłam drżeć. Niedługo potem upadłam na ziemię. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej i odczekałam chwilę aż miną najgorsze zawroty głowy. A potem usiadłam oparta o drzewo. Wyciągnęłam z kieszeni prezent od kumpla - w miarę nową komórkę i wybrałam numer Cato.
"Czwórka czysta. Oberwałam kulkę. Jestem w lesie, nie szukajcie"
Nacisnęłam "wyślij" i poświeciłam sobie ekranem na ranę. Wyglądała paskudnie. Po krótkiej chwili otrzymałam wiadomość. Odczytałam ją.
"Boże, Vest! Nie zabij się. Znajdź pomoc. Wyliżesz się z tego! Musisz!"
Uśmiechnęłam się do ekranu.
"Jak zawsze szefowo ;) Dam znać kiedy będę jak nowa. Bez odbioru."
Wysłałam wiadomość i schowałam telefon. Westchnęłam. I kogo ja oszukuję? Wykrwawiam się w lesie do cholery jasnej! W zimie! Nie mam szans przeżyć. Czułam się wyczerpana. Na tyle, że kiedy głowa bezwładnie poleciała mi na bok nawet nie próbowałam jej podnieść. Wydawało mi się nawet, że wyraźnie czułam jak oczy zachodzą mi mgłą. Żegnaj świecie. I tak nie będę tęsknić. Ostatnie co zobaczyłam to, czyjaś sylwetka w ciemności. A potem oczy same mi się zamknęły i nastała ciemność.
<Ktoś? :3 >
Jeszcze raz przebiegłam wzrokiem po opisach kolorowych segregatorów. Nie, nie, nie i nie! Zaklęłam pod nosem siłą powstrzymując się przed wywaleniem zawartości szafki na ziemię. Cofnęłam się na środek pokoju. Przymknęłam oczy i miarowo oddychając przez nos zaczęłam liczyć. Jeden... Dwa... Trzy... Cztery... Pięć... Wystarczy. Otworzyłam oczy i jeszcze raz rozejrzałam się po biurze. Wielkie dębowe biurko - sprawdzone. Szafki - sprawdzone. Gablotki - sprawdzone. Stos papierów w kącie - sprawdzony. Gdzie jeszcze mogą być dokumenty? Rozejrzałam się dookoła. Nic. Nigdzie nie było niczego, czego bym już nie przeglądała. Naprawdę potrzebuję tej teczki! Rozłożyłam bezradnie ręce. Gdziekolwiek ją schowali tu jej nie było. Wzięłam z biurka pęk kluczy i podeszłam do drzwi. Przyłożyłam do nich ucho uważnie nasłuchując. Cisza. Chwyciłam za gałkę i już prawie otworzyłam drzwi, kiedy po drugiej stronie coś usłyszałam. Znowu przycisnęłam ucho do drzwi. Kroki. Ktoś idzie. Odskoczyłam od wejścia i rzuciłam się w kierunku okna. Otworzyłam je i usiadłam na parapecie. Przerzuciłam nogi na drugą stronę i chwyciłam się brzegu, a potem lekko się z niego zsunęłam. Zawisłam na parapecie cztery piętra nad ziemią. Cudownie. Nad sobą usłyszałam otwieranie drzwi. Zaraz odkryją, że mieli gościa. Trzeba się zbierać. Sięgnęłam do rynny obok i mocno ją złapałam, a potem puściłam się parapetu chwytając rynnę drugą ręką. Jak najszybciej zsunęłam się po niej na ziemię. Spojrzałam do góry na okno z którego się ewakuowałam. W samą porę by zobaczyć tam strzelca. Padł strzał. Odskoczyłam. Za późno. Rozrywający ból przeszył moją nogę. Zachwiałam się czując na policzkach gorące łzy. Bardzo bolało. Ale to nie pora na takie rzeczy. Zacisnęłam zęby i utykając odbiegłam w stronę dziury w płocie. Padłam na ziemię i przeczołgałam się pod siatką. Dźwignęłam się na nogi i jak najszybciej zniknęłam z pola widzenia.
Biegłam truchtem przyciskając dłoń do rany w udzie. Moja krew powoli przeciekała mi przez palce. Z minuty na minutę czułam się słabsza i coraz bardziej senna. W końcu zaczęłam drżeć. Niedługo potem upadłam na ziemię. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej i odczekałam chwilę aż miną najgorsze zawroty głowy. A potem usiadłam oparta o drzewo. Wyciągnęłam z kieszeni prezent od kumpla - w miarę nową komórkę i wybrałam numer Cato.
"Czwórka czysta. Oberwałam kulkę. Jestem w lesie, nie szukajcie"
Nacisnęłam "wyślij" i poświeciłam sobie ekranem na ranę. Wyglądała paskudnie. Po krótkiej chwili otrzymałam wiadomość. Odczytałam ją.
"Boże, Vest! Nie zabij się. Znajdź pomoc. Wyliżesz się z tego! Musisz!"
Uśmiechnęłam się do ekranu.
"Jak zawsze szefowo ;) Dam znać kiedy będę jak nowa. Bez odbioru."
Wysłałam wiadomość i schowałam telefon. Westchnęłam. I kogo ja oszukuję? Wykrwawiam się w lesie do cholery jasnej! W zimie! Nie mam szans przeżyć. Czułam się wyczerpana. Na tyle, że kiedy głowa bezwładnie poleciała mi na bok nawet nie próbowałam jej podnieść. Wydawało mi się nawet, że wyraźnie czułam jak oczy zachodzą mi mgłą. Żegnaj świecie. I tak nie będę tęsknić. Ostatnie co zobaczyłam to, czyjaś sylwetka w ciemności. A potem oczy same mi się zamknęły i nastała ciemność.
<Ktoś? :3 >
Od Hurst'a CD Lorien
Po oprowadzeniu Lorien wróciłem do jaskini i rzuciłem na ziemię księgę ( tak, taszczyłem ją przez cały czas ). Księżyc rzucał srebrne światło na podwyższenie pośrodku mojej jaskini, na którym zwykłem kłaść różne książki. Położyłem na nim mój ''nowy nabytek'' i zacząłem przeglądać różne zaklęcia jednak żadne z nich nie pasowało do moich potrzeb. Zrezygnowany zatrzasnąłem książkę i ruszyłem na ostatni obchód po watasze. Szedłem wzdłuż trasy, na której znajdowały się jaskinie członków watahy. Z kilku jaskiń wydobywało się światło. Uśmiechnąłem się pod nosem widząc, że wataha powoli powraca do życia. Już miałem zejść ze ścieżki kiedy usłyszałem czyjś cichy głos:
- Hurst?
Odwróciłem się. W jaskini za mną, w mroku leżała Lorien.
- Tak? - spytałem podchodząc do wejścia jaskini. Wadera wyglądała jakby trochę się zmieszała.
- W porządku? - spytałem by przerwać ciszę, która najwyraźniej była dla niej trochę kłopotliwa.
- Emm...tak, tylko wiesz. Nowe miejsce, spać nie mogę - odparła. Przestąpiłem z nogi na nogę jak szczeniak odpowiadający przed nauczycielem, bo nie wiedziałem za bardzo jak mam się zachować.
- Mam z tobą zostać? - spytałem opanowanym głosem.
Lorien?
- Hurst?
Odwróciłem się. W jaskini za mną, w mroku leżała Lorien.
- Tak? - spytałem podchodząc do wejścia jaskini. Wadera wyglądała jakby trochę się zmieszała.
- W porządku? - spytałem by przerwać ciszę, która najwyraźniej była dla niej trochę kłopotliwa.
- Emm...tak, tylko wiesz. Nowe miejsce, spać nie mogę - odparła. Przestąpiłem z nogi na nogę jak szczeniak odpowiadający przed nauczycielem, bo nie wiedziałem za bardzo jak mam się zachować.
- Mam z tobą zostać? - spytałem opanowanym głosem.
Lorien?
Nowe wilki!
Powitajmy w naszej watasze nowego wilka!

Furasshu Fuyu | 3 lata | Wojownik / Łowca
...i jego siostrę!

Hoshi Nao | 3 lata | Tropiciel / Łowca

Furasshu Fuyu | 3 lata | Wojownik / Łowca
...i jego siostrę!

Hoshi Nao | 3 lata | Tropiciel / Łowca
Od Natalie CD Hurst'a
Pomyślałam że warto by było dołączyć Nie zwlekając szybko podbiegłam do basiora by go zatrzymać.
- Wiesz co? Przemyślałam niektóre sprawy i wywnioskowałam że... że...a nie ważne. Mogłabym dołączyć? - zapytałam a basior odwrócił się i strzelił poker face'a ( XD)
Tak szczerze mówiąc to było mi obojętne czy się zgodzi czy nie. Ale warto także spróbować.
- No więc? - spojrzałam na niego i zaczęłam grzebać łapą w ziemi.
Hurst? Sorka że krótkie.
- Wiesz co? Przemyślałam niektóre sprawy i wywnioskowałam że... że...a nie ważne. Mogłabym dołączyć? - zapytałam a basior odwrócił się i strzelił poker face'a ( XD)
Tak szczerze mówiąc to było mi obojętne czy się zgodzi czy nie. Ale warto także spróbować.
- No więc? - spojrzałam na niego i zaczęłam grzebać łapą w ziemi.
Hurst? Sorka że krótkie.
niedziela, 21 lutego 2016
Od Hurst'a - CD Natalie
Darowałem sobie rozmyślanie nad tym czy to była obelga czy nie. Westchnąłem.
- Co cię tu sprowadza? - spytałem obojętnie przyglądając się jej od stóp do głów.
- A musi mnie coś sprowadzać? Pospacerować nie można? - odparła unosząc ironicznie brwi.
Super, czyli łatwo nie będzie. - pomyślałem.
- Okey, posłuchaj - zacząłem cierpliwie - jestem Alfą, na terenach swojej watahy więc chyba rozumiesz, że nie chce mi się marnować życia na cackanie się z jakimiś turystami. Jeśli chcesz sobie pozwiedzać to musisz dołączyć. - wyjaśniłem i na wszelki wypadek zablokowałem jej moce, bo jakoś nie wzbudziła we mnie szczerego zaufania.
Wadera uniosła do góry jedną brew i lekko przekrzywiła głowę. Ponieważ nie raczyła udzielić mi jakiejś konkretnej odpowiedzito wieczne niezdecydowanie płci pięknej mnie po prostu dobija odwróciłam się i ruszyłem w swoją stronę. Nie uszedłem jednak kilku kroków kiedy usłyszałem za sobą tupot łap na śniegu.
Natalie? moja wena jest na urlopie macierzyńskim -_-
- Co cię tu sprowadza? - spytałem obojętnie przyglądając się jej od stóp do głów.
- A musi mnie coś sprowadzać? Pospacerować nie można? - odparła unosząc ironicznie brwi.
Super, czyli łatwo nie będzie. - pomyślałem.
- Okey, posłuchaj - zacząłem cierpliwie - jestem Alfą, na terenach swojej watahy więc chyba rozumiesz, że nie chce mi się marnować życia na cackanie się z jakimiś turystami. Jeśli chcesz sobie pozwiedzać to musisz dołączyć. - wyjaśniłem i na wszelki wypadek zablokowałem jej moce, bo jakoś nie wzbudziła we mnie szczerego zaufania.
Wadera uniosła do góry jedną brew i lekko przekrzywiła głowę. Ponieważ nie raczyła udzielić mi jakiejś konkretnej odpowiedzi
Natalie? moja wena jest na urlopie macierzyńskim -_-
Od Lorien - CD Hurst'a
Spojrzałam badawczo na basiora. Zdawał się być milszy.
- Okey. - odpowiedziałam niemal od razu. Hurst nie odpowiedział, tylko ruszył na północ. Pokazał mi co nieco, jednak prędko zaszło słońce.
- Miło było zwiedzać, jednak muszę znaleść sobie jaskinie... - powiedziałam, i kiwnięciem głowy wskazałam zachodzące słońce.
- Właśnie kierowałem nas w stronę jaskiń. - wyjaśnił Hurst. Kiwnęłam spokojnie głową. Kiedy znaleźliśmy się przy rzędzie jaskiń, basior mnie zostawił. Wybór jaskini nie był trudny, każda mi pasowała. Wzięłam pierwszą z brzegu, powinna starczyć. Już chciałam się położyć, gdy zaburczało mi w brzuchu. Nie jadłam nawet śniadania, a księżyc już świecił na niebie... Z niemałą niechęcią wyszłam na dwór i upolowałam jelenia. Senność nie pozwoliła mi się rozkoszować mięsem, a w jaskini byłam już wykończona. Mimo to sen uciekał z mych powiek.
Hurst?
- Okey. - odpowiedziałam niemal od razu. Hurst nie odpowiedział, tylko ruszył na północ. Pokazał mi co nieco, jednak prędko zaszło słońce.
- Miło było zwiedzać, jednak muszę znaleść sobie jaskinie... - powiedziałam, i kiwnięciem głowy wskazałam zachodzące słońce.
- Właśnie kierowałem nas w stronę jaskiń. - wyjaśnił Hurst. Kiwnęłam spokojnie głową. Kiedy znaleźliśmy się przy rzędzie jaskiń, basior mnie zostawił. Wybór jaskini nie był trudny, każda mi pasowała. Wzięłam pierwszą z brzegu, powinna starczyć. Już chciałam się położyć, gdy zaburczało mi w brzuchu. Nie jadłam nawet śniadania, a księżyc już świecił na niebie... Z niemałą niechęcią wyszłam na dwór i upolowałam jelenia. Senność nie pozwoliła mi się rozkoszować mięsem, a w jaskini byłam już wykończona. Mimo to sen uciekał z mych powiek.
Hurst?
Od Hurst'a - CD Lorien
Zostawienie tej nowej na własną rękę pośrodku radioaktywnych terenów w środku zimy może nie było najwłaściwszym posunięciem, jednak miałem pewną sprawę, którą musiałem się zająć zanim zacznę bawić się w niańkę. Ruszyłem w stronę Składu gdzie, zanim natknąłem się na nową waderę, znalazłem książkę z zaklęciami ochronnymi, dzięki którym być może uda się otoczyć tereny watahy barierą toksycznoodporną. W składzie jak zwykle panował mrok jednak mój wzrok był w stanie wszystko dostrzec. Z łatwością odnalazłem kryptę ze starymi księgami zaklęć ochronnych. Książka, którą znalazłem leżała porzucona na ziemi wśród bałaganu zwojów i kartek. Chwyciłem ją pod pachę i udałem się do mojej jaskini. Gdybym poczekał kilka godzin skład znowu by zmienił swój układ i nie znalazłbym już tego pokoju. Na zewnątrz chłodny wiatr targał moim futrem na wszystkie strony. Nie minęło wiele czasu kiedy dotarłem do polany, na której spotkałem nową waderę. Wilczyca dalej stała w tym samym miejscu. Zmarszczyłem brwi i podszedłem do niej. Lorien patrzyła dookoła zagubionym wzrokiem jakby nie wiedziała co ze sobą zrobić. Zrobiło mi się jej trochę żal.
- W porządku? - spytałem mniej obojętnym głosem niż przy naszym pierwszym spotkaniu.
- Hę? Yyy...tak. - odparła po czym jakby sobie o czymś przypomniała. - Jak masz na imię?
Brawo kretynie, nie przedstawiłeś się.
- Hurst - powiedziałem. - Too... - dodałem po chwili zastanowienia. - Może jednak cię oprowadzić?
Lorien?
- W porządku? - spytałem mniej obojętnym głosem niż przy naszym pierwszym spotkaniu.
- Hę? Yyy...tak. - odparła po czym jakby sobie o czymś przypomniała. - Jak masz na imię?
Brawo kretynie, nie przedstawiłeś się.
- Hurst - powiedziałem. - Too... - dodałem po chwili zastanowienia. - Może jednak cię oprowadzić?
Lorien?
Od Natalie do Hurst'a
Był piękny, słoneczny dzień. Spacerowałam po ośnieżonym lesie, bez celu z nadzieją że nie spotkam tam nikogo kto mi będzie zawracał głowę. Śnieg trzeszczał pod moimi łapami strasznie, to było wkurzające ale cóż...
Po chwili poczułam że coś zimnego, zaczyna spadać z nieba. To był śnieg. Odwróciłam głowę w tył, bo czułam że ktoś za mną stoi...Ale nikogo nie było. Gdy spojrzałam w przód ujrzałam wilka. Był to basior, ze skrzydłami. Podeszłam do niego i udawałam że nic mnie to nie rusza.
- No witaj, co ty tu robisz? - zapytałam, chociaż nie interesowało mnie to szczególnie.
- Jestem na terenach swojej watahy - mruknął niezadowolony że sobie nagle podchodzę i pytam gdyby nigdy nic.
- Nazywam się Natalie a ty?
- Hurst
- Ciekawe imię.
Hurst?
Po chwili poczułam że coś zimnego, zaczyna spadać z nieba. To był śnieg. Odwróciłam głowę w tył, bo czułam że ktoś za mną stoi...Ale nikogo nie było. Gdy spojrzałam w przód ujrzałam wilka. Był to basior, ze skrzydłami. Podeszłam do niego i udawałam że nic mnie to nie rusza.
- No witaj, co ty tu robisz? - zapytałam, chociaż nie interesowało mnie to szczególnie.
- Jestem na terenach swojej watahy - mruknął niezadowolony że sobie nagle podchodzę i pytam gdyby nigdy nic.
- Nazywam się Natalie a ty?
- Hurst
- Ciekawe imię.
Hurst?
Od Lorien do Hurst'a
Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś to się stanie. A na pewno nie w tej chwili.
- Więc jak? - spytał basior po chwili milczenia. Po tym jak mnie znalazł na "jego" terenach - nie miałam pojęcia, że są jego, więc miałam prawo tam przebywać - zadał mi kilka pytań. Na końcu oczywiście nastąpiło pytanie, które każda alfa zadaje wilku bez watahy - oczywiście czy owy wilk chce do tej watahy dołączyć. A w tej chwili owym wilkiem byłam ja. Więc teraz muszę podjąć decyzję. Wataha dałaby mi schronienie, spokój, i nie musiałabym stale wędrować... Zastanowiłam się jeszcze chwilkę, po czym podjęłam decyzję.
- Dobrze, dołączę. - rzekłam.
- Cieszę się. - rzekł, lecz jego ton był chłodny, pozbawiony wszelkich uczuć. Odczucie, iż mam niemiłego władcę, kazało mi się zastanawiać, czy mój ton brzmi tak samo. Czy mój ton również nie wyraża żadnych uczuć? - Mam nadzieję, że poradzisz sobie ze zwiedzaniem terenów. Mam kilka spraw do załatwienia. - wyrwał mnie z zamyśleń ten sam głos, po czym wilk się oddalił. Nie wiedziałam nawet jak się nazywa... Cóż, tego dowiem się później. Postanowiłam więc pozwiedzać tereny, ale moje myśli szybko zeszły na temat mojego tonu. Czy również jestem taka chłodna, pozbawiona uczuć? Potrząsnęłam głową. Na pewno mam uczucia... Tylko jak wyglądam w oczach innych? Nie zależy mi zbytnio na popularności czy dobrym wyglądzie. Jednak moja ciekawość kazała mi się nad tym zastanawiać. W końcu jednak zaczęłam się zastanawiać gdzie jestem. Nadal na terenach watahy? Najpewniej tak. Jednak dla własnego dobra postanowiłam zawrócić, i znalazłam się na owej polanie na której to się zaczęło. Alfy tu nie było, najpewniej załatwiał własne sprawy.
Hurst?
- Więc jak? - spytał basior po chwili milczenia. Po tym jak mnie znalazł na "jego" terenach - nie miałam pojęcia, że są jego, więc miałam prawo tam przebywać - zadał mi kilka pytań. Na końcu oczywiście nastąpiło pytanie, które każda alfa zadaje wilku bez watahy - oczywiście czy owy wilk chce do tej watahy dołączyć. A w tej chwili owym wilkiem byłam ja. Więc teraz muszę podjąć decyzję. Wataha dałaby mi schronienie, spokój, i nie musiałabym stale wędrować... Zastanowiłam się jeszcze chwilkę, po czym podjęłam decyzję.
- Dobrze, dołączę. - rzekłam.
- Cieszę się. - rzekł, lecz jego ton był chłodny, pozbawiony wszelkich uczuć. Odczucie, iż mam niemiłego władcę, kazało mi się zastanawiać, czy mój ton brzmi tak samo. Czy mój ton również nie wyraża żadnych uczuć? - Mam nadzieję, że poradzisz sobie ze zwiedzaniem terenów. Mam kilka spraw do załatwienia. - wyrwał mnie z zamyśleń ten sam głos, po czym wilk się oddalił. Nie wiedziałam nawet jak się nazywa... Cóż, tego dowiem się później. Postanowiłam więc pozwiedzać tereny, ale moje myśli szybko zeszły na temat mojego tonu. Czy również jestem taka chłodna, pozbawiona uczuć? Potrząsnęłam głową. Na pewno mam uczucia... Tylko jak wyglądam w oczach innych? Nie zależy mi zbytnio na popularności czy dobrym wyglądzie. Jednak moja ciekawość kazała mi się nad tym zastanawiać. W końcu jednak zaczęłam się zastanawiać gdzie jestem. Nadal na terenach watahy? Najpewniej tak. Jednak dla własnego dobra postanowiłam zawrócić, i znalazłam się na owej polanie na której to się zaczęło. Alfy tu nie było, najpewniej załatwiał własne sprawy.
Hurst?
Nowe wadery!
Powitajmy dwie pierwsze członkinie watahy!

Lorien | 3,8 lat | Nauczycielka Magii

Natalie | 5 lat | Nauczycielka żywiołu mroku / szpieg

Lorien | 3,8 lat | Nauczycielka Magii

Natalie | 5 lat | Nauczycielka żywiołu mroku / szpieg
sobota, 20 lutego 2016
OTWARTA!
Ten tytuł chyba mówi sam za siebie - WATAHA ZOSTAŁA OFICJALNIE OTWARTA!
Mam nadzieję, że niedługo wataha zatętni życiem, bo wszyscy są tu mile widzianino prawie wszyscy xD. W każdym razie nie mam zamiaru nikogo zanudzać na początku jakimiś kazaniami więc po prostu - ZAPRASZAM DO DOŁĄCZANIA.
Hurst
Mam nadzieję, że niedługo wataha zatętni życiem, bo wszyscy są tu mile widziani
Hurst
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




