Pacnąłem się łapą w czoło.
- Co ty robisz?! - powiedziałem prawie sylabując to zdanie. Chwyciłem ją za łapę i zacząłem wycierać ziołową papkę, którą sobie nałożyła. Niestety było już za późno. Rana w prawdzie zniknęła jednak sama wadera stała się od stup do głów fioletowa. Z trudem powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem.
- O co ci chodzi? - spytała zdziwiona wadera.
- Matka cię nie uczyła, żeby nie dotyka się ziół jeśli nie zna się ich działania? - spytałem rozglądając się za czymś co przywróci waderze pierwotny kolor. - To, że wziąłem tą fiolkę, nie znaczy, że to była właściwa fiolka.
- Dalej nie rozumiem o co ci chodzi. Przecież oparzenie zniknęło. - patrzyła na mnie jak na wariata.
- Może i zniknęło, ale jesteś fioletowa kotku. - mruknąłem oglądając zakurzony napis na jakiejś fiolce.
- Co? - spytała zdezorientowana i podbiegła do starego lustra, które stało przed wejściem do komnaty. Po chwili usłyszałem krzyk '' coś ty mi dał ?! '' i fioletowa Natalie pojawiła się tuż obok mnie.
- To nie moja wina, podniosłem tamten słoik bo nie widziałem napisu na nim. To ty mi go wyszarpnęłaś. - powiedziałem na swoją obronę.
Natalie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz