-Znowu się zgubiłem... No k*źwa...- Szeptałem pod nosem.
Kręcę się tu od dłuższego czasu... To drzewo mijałem chyba pięć razy.
Zebrałem siły i skupiłem się. W końcu się udało i "tepnąłem" się do nowego miejsca. Usłyszałem jakiś odgłos. Moja ciekawość nie dałaby mi żyć gdybym tego nie sprawdził, więc nie chcąc zakłopotania w mym łbie poszedłem to sprawdzić. Był to wilk, a dokładniej wadera. I co by tu powiedzieć...Niech będzie spontan.
- Ej, ty nic ci nie jest?- Powiedziałem, wadera nie odpowiedziała, najwyraźniej zemdlała, albo nie żyje. Przyjrzałem się bliżej, była ranna.
-Uzdrawiać czy nie uzdrawiać?- Pomyślałem na głos.
Postanowiłem że uzdrowię. Przyjrzałem się bliżej ranie, ostrożnie dotkłem.
Momentalnie po mojej łapie spłyną piorun i wstrząsnęło ciałem wadery.
Nie obudziła się. To dobrze, przynajmniej będzie miała niespodziankę.
Ktoś się czaił. Bez zastanowienia wziąłem waderę na plecy za sobą słyszałem strzały, żadne na szczęście nie dosięgły mnie. Teleportowałem się do jaskini w której przesiadywałem większość czasu. Przygotowałem wywar na ból, choć ją uzdrowiłem może ją boleć jak ch*lera.
Spoglądając kątem oka na waderę zobaczyłem że się budzi.
<Vestaria? Dzieńdoberek xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz