niedziela, 21 lutego 2016

Od Lorien do Hurst'a

Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś to się stanie. A na pewno nie w tej chwili. 
- Więc jak? - spytał basior po chwili milczenia. Po tym jak mnie znalazł na "jego" terenach - nie miałam pojęcia, że są jego, więc miałam prawo tam przebywać - zadał mi kilka pytań. Na końcu oczywiście nastąpiło pytanie, które każda alfa zadaje wilku bez watahy - oczywiście czy owy wilk chce do tej watahy dołączyć. A w tej chwili owym wilkiem byłam ja. Więc teraz muszę podjąć decyzję. Wataha dałaby mi schronienie, spokój, i nie musiałabym stale wędrować... Zastanowiłam się jeszcze chwilkę, po czym podjęłam decyzję.
- Dobrze, dołączę. - rzekłam. 
- Cieszę się. - rzekł, lecz jego ton był chłodny, pozbawiony wszelkich uczuć. Odczucie, iż mam niemiłego władcę, kazało mi się zastanawiać, czy mój ton brzmi tak samo. Czy mój ton również nie wyraża żadnych uczuć? - Mam nadzieję, że poradzisz sobie ze zwiedzaniem terenów. Mam kilka spraw do załatwienia. - wyrwał mnie z zamyśleń ten sam głos, po czym wilk się oddalił. Nie wiedziałam nawet jak się nazywa... Cóż, tego dowiem się później. Postanowiłam więc pozwiedzać tereny, ale moje myśli szybko zeszły na temat mojego tonu. Czy również jestem taka chłodna, pozbawiona uczuć? Potrząsnęłam głową. Na pewno mam uczucia... Tylko jak wyglądam w oczach innych? Nie zależy mi zbytnio na popularności czy dobrym wyglądzie. Jednak moja ciekawość kazała mi się nad tym zastanawiać. W końcu jednak zaczęłam się zastanawiać gdzie jestem. Nadal na terenach watahy? Najpewniej tak. Jednak dla własnego dobra postanowiłam zawrócić, i znalazłam się na owej polanie na której to się zaczęło. Alfy tu nie było, najpewniej załatwiał własne sprawy.


Hurst?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz