poniedziałek, 14 marca 2016

Od Ande'go do Aveline

Płuca paliły żywym ogniem a mięśnie piekły. Stałem z opuszczoną głową, dysząc ciężko. Mimo zmęczenia uśmiechałem się do siebie usatysfakcjonowany treningiem. Dokładnie znałem kosnekwencje tego co robiłem. Mieszanie się z wiatrem kosztowało mnie okropne zakwasy. Ale mimo to uwielbiałem to robić. Dopiero w takiej postaci czułem sie w pełni wolny. Nieograniczony ani przez grawitację, ani własną skórę i możliwości mięśni. Całkowicie wolny. Opuściłem pysk w dół i starałem się zaczerpnąć oddech, uspokoić rozgrzane mięśnie. Gardło wołało rozpaczliwie "wody", więc ruszyłem powoli przed siebie w poszukiwaniu czegoś co ugasi te palące pragnienie. Szedłem nie podnosząc głowy i nadal dysząc ciężko. Pozwalałem, jeszcze zimowemu powietrzu wdzierać się głęboko w płuca i przy każdym oddechu mrozić moje gardło. Dawało to przynajmniej chwilową ulgę. Ziemia pod moimi łapami była twarda i zimna. W bardziej zacienionych miejscach było blade wspomnienie śniegu. Muszę przyznać, że cieszę się, że przez następne dziewięć miesięcy śnieg i lód pozostaną tylko wspomnieniem. Zaczyna mi brakować zapachu świeżej trawy.
Szedłem powłócząc łapa za łapą, nie odrywając wzroku od ziemi i nasłuchując szumu wody. Powinienem poprosić Alfę o kilka wskazówek w poruszaniu się po tych terenach, kiedy miałem okazję. Nawet nie miałem pojęcia czy idę w dobrym kierunku. Cholera. Być może już minąłem jakieś jeziorko i teraz tylko brnąłem coraz głębiej w las? Może jednak powinienem zawrócić i...
Coś uderzyło we mnie i powaliło mnie na ziemię. Na chwilę mnie zamroczyło. W oczach zatańczyły gwiazdy. Potrząsnąłem pyskiem żeby oprzytomnieć. Gdy tylko obraz przestał wirować rozejrzałem się dookoła by ustalić co się stało. Kawałek dalej leżała wilczyca, równie zdezorientowana upadkiem. Wstałem i podszedłem do niej.
- Przepraszam, powinienem bardziej uważać. - powiedziałem pomagając jej wstać.
- Nic się nie stało. - odpowiedziała podnosząc się z ziemi i otrzepując z kurzu. Dopiero teraz mogłem się jej przyjrzeć. Miała piękne, śnieżnobiałe futro i łagodne spojrzenie. Uśmiechnąłem się do niej lekko.
- Zawsze tak spadasz na innych z nieba, gwiazdko? 

Aveline?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz