Po tych kilku dniach zaczynam wątpić czy północny kierunek to był dobry pomysł. Wiatr rzucał mi śniegiem w oczy, a ja brnęłam przez wielkie zaspy śniegu w celu... No właśnie, nadal go nie znałam. Kurczę, mogłam lepiej to zaplanować, może nie musiałabym teraz tonąć w tych śnieżnych wydmach. Przez chwilę nawet widziałam zarys jakiejś postaci na horyzoncie więc postanowiłam iść w jej stronę. Im bliżej byłam tym bardziej pewna byłam, że ktoś tam stoi. Wydało mi się idiotyzmem, że ktoś w czasie burzy śnieżnej stoi na dworze i szuka szczęścia, ale z drugiej strony to pierwsza żywa istota od tygodnia. Po co wybrzydzać.
Zachowałam dystans od nieznajomego i postanowiłam dowiedzieć się gdzie jestem.
- H-hej! Przepraszam?! - starałam się przekrzyczeć wiatr.
Postać drgnęła i zwróciła się w moją stronę zdziwiona. Pewnie również ma mnie za idiotkę, która wychodzi ot tak w czasie burzy. Mogłam przynajmniej bardziej się przyjrzeć temu wilkowi. Basior był białego umaszczenia z czarnymi łapami i wstawkami na ogonie. Posiadał również skrzydła, o które zawsze prosiłam. Eh, szczęściarz. Zmierzył mnie powoli czujnym wzrokiem, jakby chciał poznać moje zamiary. Postanowiłam się z tym nie kryć, bo bardzo chciałam poznać miejsce naszego położenia. No i również dlatego, że nieznajomy nie odpowiedział na moje wołanie tylko czekał na ciąg dalszy.
- Czy mógłbyś mnie oświecić?! Gdzie jestem? - dalej krzyczałam, a wiatr szumiał mi w uszach.
Wilk tylko skinął głową na znak bym za nim poszła. Hm, czemu nie? Nie wygląda na groźnego, ale nadal trzymałam dystans. Co jeśli to jakiś psychopatyczny morderca? Nigdy nic nie wiadomo... Dobra, zaraz się pogubię. Basior wszedł do zacienionej jaskini, a ja zaraz za nim. Otrzepaliśmy się ze śniegu, a nasze futra zaczęły się lekko puszyć. Jednak wtedy bardziej miałam na uwadze poczynania nieznajomego, który nadal mi się przyglądał.
- Aktualnie jesteś na terenach mojej watahy. - odparł bez emocji. Coś mi się zdaje, że kolega nie z tych co to lubią się pośmiać.
- Fantastycznie. Czegoś takiego właśnie szukałam. - w przeciwieństwie do basiora obdarowałam go uśmiechem i wyciągnęłam w jego stronę łapę. - Jestem Vedani i byłabym wdzięczna, gdybym mogła tu zostać.
<Hurst?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz