Ocknęłam się. Było miękko i ciepło. Umarłam? Możliwe. Swoją drogą byłoby wprost idealnie. Uniosłam powieki. Wszystko było rozmazane i przypominało pomieszane ze sobą kolorowe plamy. Zamgrugałam szybko usiłując wyostrzyć wzrok. Czemu nie jestem już człowiekiem...? A no tak... Przecież umarłam. Wszystkie wilczki idą do nieba. Byłam tak słaba, że oczy znowu mi się zamknęły. I nagle ból wrócił. Jeszcze gorszy niż ostatnio.
- K*rwa... Żyję... - wymamrotałam półprzytomnie zanim zdąrzyłam ugryźć się w język. Skuliłam się drżąc lekko. Czemu nie mogę odrąbać sobie tej łapy? Byłoby prościej.
- Hej... Jesteś już ze mną? Z- usłyszałam męski głos. Wzdrygnęłam się.
- Wal się - warknęłam. Jak to boli do cholery jasnej! No i jeszcze mam na głowie tego obcego. Dlaczego ja nie umarłam?!
<Vincent?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz