Był piękny i słoneczny poranek, postanowiłam wybrać się na małe polowanie. Oddaliłam się od domu, ponieważ moja rodzina uważa mnie za naiwną i bezbronną. W ten sposób chciałam im udowodnić, że się mylą. Kiedy byłam już bardzo daleko stwierdziłam, że pora na mały odpoczynek. Usiadłam sobie pod drzewem i nagle zaczął prószyć śnieg. Padało coraz mocniej i mocniej, gdy nagle w oddali zobaczyłam jakieś małe stworzenie, pobiegłam w jego stronę. Okazało się, że to jest mały biało-czarny zając. Zaczęłam się z nim bawić, gdy już go wymęczyłam wypatroszyłam go i zjadłam. Śnieg powoli przestawał padać i nagle moje pole widzenia się poprawiło. Zobaczyłam jakąś górę, w której była niewielka jaskinia w sam raz na przenocowanie w niej. Następnego dnia gdy się obudziłam stała nade mną jakaś wadera. Szybko wstałam i przygotowałam się do ataku. Nie znana wadera głupkowato się uśmiechała i nie przyjęła postawy do ataku.
- Cześć, jestem Margo. - Powiedziała beztrosko wadera.
- Po co tu przyszłaś ??? -Zapytałam.
- Znalazłam cię przypadkowo.
- To teraz odejdź, chcę być sama. Zostaw mnie!- Krzyczałam ze złością.
- Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy. Jesteś może głodna ?
- Nie, nie jestem. A jeśli będę to sobie poradzę doskonale.- Odparłam z dumą.
- Choć ze mną. Nie daleko jest wataha, w której na pewno ciepło cię przyjmą.
Po długich namowach wadery Margo nie pewnie poszłam z nią do watahy, w której mieszka. Po drodze do niej rozmawiałyśmy i bardzo ją polubiłam.
Margo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz