czwartek, 24 marca 2016

Od Aurona do Mikasy - Festiwal

Gdy zawróciłem i poleciałem w dobrą stronę trafiłem do Zamku. Okazało się że jest festiwal. Na festiwal przyszedłem sam. Nie chciałem nikomu przeszkadzać, więc usiadłem pod drzewem i patrzyłem jak inni się bawią.
Trudno było opanować mi moje ruchy w postaci człowieka, więc wolałem nie wyjść na idiotę. Wtedy usłyszałem, że ktoś mnie woła, to był głos dziewczyny, ale nie podobny do Vedani.
- Auron! -Powitał mnie miły i ciepły głos.
- Ki-kim... jesteś? - Zapytałem przestraszony.
- Ja? Ja jestem Mikasa! Możesz mówić mi Miki - Odpowiedziała i usiadła obok mnie.
- S-skąd znasz moje imię? - Zapytałem cały czerwony ze wstydu.
- Vi mi mówiła! - Odpowiedziała uważnie mi się przyglądając.
- No to może ja sobie już pójdę? Nie będę Ci przeszkadzał przecież na pewno masz kogoś do pary, co nie? A ja nie mam zamiaru nikomu przeszkadzać. Więc życzę Ci miłej zabawy. - Powiedziałem i postanowiłem uciekać. 
- Ej! Aur, zaczekaj, proszę! - Krzykneła - Vi kazała mi cię oprowadzić i zapoznać z terenem. - Dodała.
-Yyy... No dobrze.- Odpowiedziałem i wróciłem do Mikasy
Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła do tłumu, próbowałem się opierać ale była ode mnie starsza i silniejsza.
-Tu mamy przekąski i napoje. O, a tam są gry! Może uda ci się coś wygrać. Tu mamy toalety, a tu stoiska z prawie wszystkim. - Mikasa podeszła do stoiska z lizakami i kupiła nam po jednym.
- Dziękuję - Odpowiedziałem wesoło, lecz byłem wkurzony na papierek od lizaka, ponieważ nie dało się go ściągnąć. Szamotałem się z nim jakieś pięć minut dopóki Mikasa nie wyrwała mi go z ręki mówiąc: "Daj to, nie mogę patrzeć jak się męczysz!". Było mi wstyd - nie dość, że kupiła mi tego lizaka to jeszcze go za mnie odpakowała.
-Dzięki.-Odpowiedziałem. 
-Nie ma za co!-Odpowiedziała śmiejąc się- Na mnie zawsze możesz liczyć!
Poszliśmy do sceny. Akurat był organizowany konkurs na śpiew.
-Cholercia, nie umiem śpiewać a maja fajne nagrody... A Ty? Umiesz? - Zapytała z nutką nadziei.
-Yyy... Noo... trochę, czasami jak samotnie podróżuję - odpowiedziałem zawstydzony. Myślałem że spalę się ze wstydu...
-To może spróbuj swoich sił! - Zachęcała cały czas.
-Wstydzę się... A raczej boję... Nie każ mi...- Odpowiedziałem tak czerwony że myślałem że zaraz odlecę...-No dobrzeee...

-No i właśnie! Takie podejście masz mieć!-Powiedziała ze szczerym uśmiechem.
Poszedłem żeby się zapisać... Na mojego pecha dostałem się jako ostatni...
Gdy przyszła moja kolej stanąłem na scenie spojrzałem na te wszystkie oczy, które były zwrócone w moją stronę i zacząłem powoli śpiewać cichym głosem, który ledwo wydobywał się z mojego gardła.
"Steel to my tremblin' lips How did the night ever get like this? One shot and the whiskey goes down, down, down Bottom of the bottle hits Waking up my mind as I throw a fit The breakin’ is takin’ me down, down, down My heart’s beating faster I know what I’m after I’ve been standing here my whole life Everything I’ve seen twice Now it’s time I realized It’s spinning back around now On this road I’m crawlin’ Save me cause I’m fallin’ Now I can’t seem to breathe right Cause I keep runnin runnin runnin runnin Runnin runnin runnin runnin Runnin from my heart" 
Wtedy po raz pierwszy poczułem uczucie, które mówiło o tym, że im to się podobało. Postanowiłem bardziej wczuć się w to co robię i zacząłem o wiele głośniej i z większym zapałem.
" Round and around I go Addicted to the numb livin’ in the cold The higher, the lower, the down, down, down Sick of being tired and sick And ready for another kind of fix The damage is damning me down, down, down My heart’s beating faster I know what I’m after I’ve been standing here my whole life Everything I’ve seen twice now it’s time I realized It’s spinning back around now On this road I’m crawlin’ Save me cause I’m fallin’ Now I can’t seem to breathe right Cause I keep runnin runnin runnin runnin Runnin runnin runnin runnin Runnin from my heart"
Nigdy wcześniej nie czułem się tak dobrze, śpiew nigdy nie dawał mi tyle szczęścia...
Musiałem podziękować Mikasie, ale gdy poszedłem do miejsca w którym wcześniej stała, nie było jej. Był tylko ten przeklęty papierek po lizaku... Postanowiłem go podnieść i wyrzucić. Lecz zauważyłem, że coś na nim jest napisane: "Czekam na Ciebie przy miejscu naszego spotkania".
Nie czekając na wyniki pobiegłem jak najszybciej do tamtego miejsca i gdy akurat przebiegałem przez korytarz, wpadłem na kucharza niosącego ogromny gar z zupą...
Na moje szczęście nie uroniła się żadna kropla i pobiegłem dalej... Choć może trochę uszkodziłem kucharza nie mogłem się tym teraz przejmować!
Wybiegłem na dziedziniec i podszedłem do tej ławeczki na której mnie znalazła. 
Czekała tam! Byłem tak szczęśliwy, że mnie nie wystawiła...
-O! jesteś - odezwała się z uśmiechem  -Przepięknie śpiewasz... Nigdy nie słyszałam czegoś tak podobnego.-Pochwaliła mnie po czym zaraz wstała i dodała -O jej, chyba się zmęczyłeś? Zaraz przyniosę Ci wody -Dodała. Wstała i poszła...
-Dzię-dziękuję- Odpowiedziałem sapiąc.
Usiadłem i spojrzałem w niebo... "Wow i pomyśleć że gwiazdy wyglądają na takie małe w porównaniu do księżyca"
Oczy zaczęły mi się zamykać i w końcu zasnąłem...

<Mikasa?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz