Musiałam odpocząć. Rana na boku już tak nie krwawiła, ale bolała jak diabli. Na szczęście w torbie (mam ją przy sobie w czasie wypraw) miałam jeszcze parę liści, które dostałam od szamanki. Przyłożyłam je do rany. Bolała jeszcze bardziej, ale przynajmniej powstrzymałam krwawienie. W torbie miałam jeszcze kilka kawałków suszonego mięsa. Zjadłam jeden bez wahania. Położyłam się i czekałam aż liść wchłonie się w ranę, byłam w drobnej jaskini. ,,Gdybym była czujniejsza nie doszłoby do tego" - pomyślałam.- ,,Głupi niedźwiedź ,chodziarz i tak miałam szczęście". Zasnęłam. Gdy się obudziłam był już ranek. Rana się zagoiła. Otrząsałam się z kurzu i wyszłam na polowanie. Cudem szłam i szłam w czasie zamieci. Byłam na polance gdy nagle coś na mnie wpadło. Coś bardzo wielkiego. Na początku myślałam ,że to ten niedźwiedź, ale to był wilk.
- Co ty od cholery wyprawiasz! - warknęłam na niego - Pomyliłeś mnie z królikiem czy co?!
- Kim jesteś i co robisz na terenie mojej watahy? - powiedział spokojnie biały basior, ze skrzydłami, większy (jak prawie wszyscy) ode mnie.
- Fiołki sadze wiesz! Jak już chcesz wiedzieć nazywam się Ceatel -powiedziałam już spokojniej. Od kilku tygodni nie widziałam wilka.
- Jestem alfą, zamierzasz dołączyć - powiedział basior. Co miałam do stracenia?
- Zamierzam, zamierzam.- powiedziałam idąc w stronę lasu. - Jak się nazywasz? - spytałam już dosyć przyjaźnie. Od jakiegoś czasu w ogóle nie rozmawiałam nikim, sprawiło to mi trochę zamieszania i poczucie radości.
Hurst? nie miałam innego pomysłu xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz